czwartek, 28 lutego 2013

ZASKOCZENIA



"Masz cztery dni wolne, zaczynając od dziś. Nie obawiaj się, nie szukaj odpowiedzi na pytania, które chciałabyś zadać. Żyj chwilą!"
Gdyby nie kubek pysznej kawy dołączony do tego liściku, wpadłabym w dziki, dziki szał.
Chłopak z pobliskiej kawiarni zadzwonił do moich drzwi o siódmej rano i wręczywszy mi przesyłkę natychmiast zwiał. No tak, ktoś go uprzedził o moich zwyczajach.
- Cholera, kto to może być? Pewnie znowu Kaśka robi mi jakiś idiotyczny żart. - pomyślałam  - Jakim trzeba być psycholem, aby wysyłać biednego studenta do mnie bladym świtem? Przecież brakowało tak niewiele, bym skoczyła mu do gardła i zatopiła zęby w jego szyi, by po chwili sączyć ciepłą jeszcze krew... Tak, czasem budzą się we mnie mordercze zapędy. Zwłaszcza gdy ktoś brutalnie budzi mnie ze snu.
W zamian za to, napiłam się łyk kawy, zapaliłam papierosa i zagapiłam się w przestrzeń za oknem. Sama nie wiem, co smakowało mi bardziej. Wzięłam prysznic i ledwie zdążyłam się ubrać, gdy znowu ktoś zapukał do drzwi. Jakiś niewysoki wąsaty  facecik z bukietem herbacianych róż w ręku wyśpiewał mi piosnkę. Śpiewający telegram twierdził, że mam cztery dni wolnego i pół godziny na to, aby zapakować walizkę. Spojrzałam w kalendarz, żaden prima aprilis, chłodny grudzień raczej...
- No ładnie, zapowiada się prawdziwy dzień świra - pomyślałam sobie. - Wiele do stracenia nie mam, może nudną pracę, może pustą głowę...
 Dopijając zimną już kawę wrzucałam do walizki wszystko, co mogłoby być przydatne, wciąż nie wiedząc jednak dokąd i z kim mam się wybrać. Zupełnie nie rozumiałam, co zmuszało mnie, by słuchać poleceń nieznanego nadawcy - może chęć kolejnej przygody, może pragnienie zmiany, a może potrzeba zastrzyku adrenaliny...Nie minęła chwila, gdy dostałam esemesa: "Wyjdź przed dom, czeka tam na ciebie samochód. Wsiądź do środka i nie pytaj o nic. I tak nie uzyskasz odpowiedzi."
Nie wiem, co mną kierowało. Wzięłam walizkę i podeszłam do auta. Drzwi otworzył mi urodziwy młodzieniec w stroju szofera. Wsiadłam. Uszu moich dobiegły dźwięki saksofonu.
- Co u diabła się dzieje?! - zawołała moja podświadomość - Przecież tak niewiele osób wie, że kocham saks... - Chciałam wtedy uciec z samochodu, ale nie mogłam otworzyć drzwi, a ten cholerny kierowca zdawał się mnie nie słyszeć! - Kto? Kto wie? - Pytałam samej siebie, ale nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie. Nie wiem dlaczego, ale nie czułam się w żaden sposób zagrożona. Chyba byłam zdziwiona, że ktoś może znać mnie aż tak dobrze: pyszna kawa zamiast dzień dobry i doręczyciel ostrzeżony o ewentualnych skutkach wczesnej wizyty oraz mojego zwykłego porannego nastroju, ulubione kwiaty i ta muzyka...
Jechaliśmy tak kilka długich godzin, aż wreszcie znużona zasnęłam. Gdy się obudziłam, zobaczyłam niewielką leśniczówkę. Pomyślałam sobie, że nie ma sensu tak siedzieć i weszłam do środka. Domek, utrzymany w stylu typowo myśliwskim, stwarzał przyjemne wrażenie, choć muszę przyznać iż zawieszone na ścianach poroża przyprawiały mnie o dreszcze. W kominku płonął ogień. Przy kominku stał niewielki stoliczek, a na nim płonąca świeczka, przy świeczce kolejny liścik: "Podążaj za światłem".
- Co za głupi żart. - pomyślałam sobie - Jedynym źródłem światła jest kominek, a chyba żaden dureń nie wyobraża sobie, że ochoczo wskoczę w ogień! - Rozejrzałam się jednak dokoła i nagle ujrzałam delikatne, migoczące światełko. Podeszłam do niego. Ogień w kominku zgasł. Gdzieś tam, kilkanaście kroków stąd, zapłonęła świeczka, ruszyłam więc w jej kierunku. Zgasła równie niespodziewanie, jak zapłonęła. Domek ogarnęła ciemność, a mi przestało się to już zupełnie podobać. Chciałam uciec, nie wiedziałam jednak dokąd mam biec. Nagle zobaczyłam delikatne światełko dobywające się przez jakąś szczelinę tuż nad podłogą. Musiało dobiegać zza zamkniętych drzwi. Podeszłam do nich i pchnęłam je z całych sił, a te z impetem uderzyły o ścianę. Światełko zgasło, a ja znalazłam się w pomieszczeniu spowitym w ciemnościach.
Był tam ktoś jeszcze. Czułam go. Jego myśliwską naturę samca. Jego triumf nad ofiarą, która sama, z zaciekawieniem szła w sidła. Był tam i napawał się moim zdezorientowaniem i swoistym lękiem. Wiedziałam, że mnie obserwuje. To było takie przerażające i podniecające zarazem. Serce biło mi jak szalone, a ja nie wiedziałam - zostać i zdać się na łaskę łowcy, czy uciekać? Nogi odmówiły mi posłuszeństwa, ale to bez znaczenia, bo dokąd miałabym biec w tym mroku?
Otaczały mnie cisza i ciemność, i jego wszechobecność.
Nagle poczułam jak łapie mnie za ramiona, obraca w drugą stronę, delikatnie lecz zdecydowanie popycha w przód aż trafiłam na opór - to chyba ściana. Jego zapach... Znam go... Ale przecież to nie może być...
W tym momencie jego ręka przycisnęła mnie do ściany, a druga powędrowała pod spódnice. Złapał za gumkę od rajstop i zerwał je ze mnie. Nie mogłam się wyswobodzić, bo każdy mój ruch spotykał się z oporem jego silnych ramion. Nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Słyszałam tylko jego przyspieszony oddech i czułam ten zapach, ale przecież to nie mógł być on... Rozsunął moje majtki i zanurzył we mnie swoje palce. Wstrząsnęła mną mieszanka strachu i podniecenia.
- To musi być on, a jeśli nie, to i tak nie dbam o to. Chcę tego samca! - krzyczałam bezgłośnie, a moje wygłodniałe ciało szukało kontaktu z tym mężczyzną.
Wysunęłam biodra w jego stronę. Nie czekał długo. Kolanem rozdzielił moje nogi i wszedł we mnie głęboko. Poczułam jak bierze mnie z pasją i delikatnością tak specyficzną dla... NIEGO...
- Michael - wyszeptałam resztką sił.
- Piękna - szepnął mi do ucha.
- Michael - uśmiechałam się sama do siebie, w myślach wypowiadając jego imię.
***
Zbudził mnie chłód poranka. On leżał przy mnie zanurzony w głębokim, spokojnym śnie. Pomimo upływu tylu lat wciąż nieskazitelnie piękny, niczym posąg wyrzeźbiony w czarnym marmurze - i jest tutaj, na wyciągnięcie ręki. Boję się go dotknąć, nie chcę aby zniknął jak bańka mydlana, chcę by ta chwila trwała wieki.
Przysunęłam się najdelikatniej jak potrafię do niego i z zamkniętymi oczami wchłaniałam jego zapach, który na myśl przywodził mi minioną noc, a wspomnienie to kładło się uśmiechem na moich ustach. Gdy tak rozmarzona przywoływałam przeróżne wizje, z odmętów wyobraźni wyrwał mnie najdelikatniejszy i najsłodszy pocałunek, jaki tylko mogłam sobie wyobrazić.
Jego zmysłowe usta całowały z wielką czułością moje powieki i obsypywały pocałunkami wargi. Niech ta chwila nigdy się nie skończy - powtarzałam w myślach i upajałam się każdą, choćby najmniejszą pieszczotą, najdelikatniejszym muśnięciem, z utęsknieniem wyczekując kolejnego dotyku. Opuszkami tych cudownych, hebanowych palców gładził każdy kawałeczek mojej twarzy, delikatnie ujął w dłoń mój kark, co sprawiło, że poczułam się niezwykle kruchą istotką. Jego dłonie błądziły po moim ciele, zatrzymując się na chwile na każdym wzgórku i w każdym wgłębieniu. Przez moment pieścił moje sterczące sutki, po to by po chwili gładzić mój brzuch i zataczać palcem kręgi wokół pępka. Każdy jego dotyk sprawiał, że szalałam z podniecenia, pragnęłam więcej, ale równocześnie chciałam aby już przestał i wypełnił mnie sobą. Wsunął dłoń pomiędzy moje uda, rozsuwając je nieco, by po chwili wejść we mnie, posiąść moje ciało i duszę. Złączeni w jedno, jak ying yang, jego czerń i moja biel. W miłosnym uścisku trwaliśmy cały ranek. Już dawno nikt mnie tak nie kochał.

*****



[...] U Irki
[...] Nie
[...] Rano. Chyba nie chcesz abym teraz jechała.
[...] Są tak samo  moje, jak i twoje. Rusz wreszcie głową, albo zapytaj mamusię...
Dobiegające moich uszu strzępki rozmowy i pełna żalu twarz Kaśki, nie pozostawiały żadnych złudzeń - Między nią a mężem nie układa się i z każdym dniem jest coraz gorzej. Muszę wyjść, zapalić i odizolować się. Dlaczego wszyscy walczą ze sobą traktując mnie jak spokojny azyl?
- Irka, Iruś kochana, zostanę u ciebie na noc, co?
Widok zapłakanej Kaśki od zawsze rozmiękczał mi serce, a poza tym jak ja miałam ją taką pijaniutką z domu wypędzić?
- Kaśka, już dobrze, nie becz. Idź do łóżka, to był ciężki dzień. - usiłowałam ją uspokoić.
- Ale Irka, wiesz, on jest takim cholernym egoistą. - Załkała ponownie, a ja już wiedziałam, że przed nami długa noc pełna łez i poważnych rozmów. - Znowu truje, że nie może odpocząć, bo dzieci płaczą. Wyobrażasz sobie, chciałby abym do domu wracała, bo sobie nie radzi i zmęczony jest. A co ze mną? Pytam, co ze mną? Ty wiesz, że gonię w piętkę. Dzieciaki do szkoły, później pędem do pracy, po dzieci, zakupy, gotowanie, pranie... Wiesz, ciągle tak, każdego dnia. A on, król-pierdolony-lew, nawet palcem nie kiwnie. Popracuje chwile w tym swoim biurze, wraca do domu i przed telewizorem zalega, bo tak się zmęczył. Nawet pieprzy jak ten cholerny lew, przez chwilę i tylko dla własnej przyjemności.
Kaśka wyrzucała z siebie niekontrolowany potok słów i łez. Chyba ciągle szukała usprawiedliwienia dla romansu, w który się wdała, a moim zdaniem wcale nie powinna.
- Kasiu, już dobrze, idź spać - poprosiłam.
Przytuliłam ją i zaczęłam zastanawiać się dlaczego matki wychowują własne córki do życia w poczuciu winy. Czy dlatego, że same tkwiąc w nieudanych związkach nie chcą, aby inne kobiety były szczęśliwe, nawet ich małe dziewczynki?
- Śpij Kasiu - wyszeptałam - zasługujesz na szczęście.

środa, 27 lutego 2013

GRZEGORZ




Grzegorza poznałam dawno. Pojawił się w moim życiu w chwili, gdy przeżywałam fascynację ludzkością - tak, chyba każdy przechodził taki etap w życiu, jakkolwiek irracjonalnie to brzmi - i naiwnie wierzyłam w miłość, oddanie, szczerość i dziesiątki tego typu rzeczy, których istnienia już nie jestem pewna.
- Dziewczyny, za trzy minuty wracam i lecimy do pubu - krzyknął Tomek przez otwarte okno i z dzikim okrzykiem pobiegł przed siebie. Po chwili wpadł już do domu i pokrzykując na nas nakazał uformować szyk i ruszyć do pubu.
- Tomek, miej litość, sesja poprawkowa jest. Jak nie zdam tej cholernej metodologii wywalą mnie z uczelni - zajęczała Kaśka lecz ugięła się pod władczym spojrzeniem Tomasza.
Chwyciłyśmy kurtki i poszłyśmy z nim na "dosłownie jedno piwko".
Pub... Jakaś paskudna speluna cuchnąca tanim piwem, tanimi fajkami i jeszcze tańszymi panienkami.
- Stary... gdzieś ty nas przywlókł? Co to za miejsce? Kim są ci wszyscy ludzie?
- Zobaczycie. O wszystkim się przekonacie już za chwilę. - odparł i znikł gdzieś w tłumie.
Rozejrzałam się dokoła. Wszyscy młodzi, weseli z podkrążonymi oczami, pewnie tacy sami studenci jak my, pomyślałam. Nie myliłam się. Kilkoro młodych ludzi stojących obok zawzięcie dyskutowało o fizyce kwantowej, inni o życiu w kosmosie, a jeszcze inni o jakichś grach. Pomyślałam sobie, że czeka mnie koszmarny wieczór, bo o czym ja mam z nimi rozmawiać? Bystra jestem, ale chyba nie uda mi się przekonać żadnego z nich, iż wiem cokolwiek na temat, który jest ich domeną. Kaśka, wiadomo, gra w te erpegi od dawna, odnalazła niszę dla siebie, ale ja? Posnułam się trochę po pubie i już miałam uciec, gdy zauważyłam siedzącego w kącie młodzieńca brzdękającego coś na gitarze. Nie wiem, co mnie skłoniło by koło niego usiąść - odurzający dym, paskudne piwo, którego wypiłam zdecydowanie zbyt wiele, czy może jego nieodparty urok.
Przysiadłam się i zaczęliśmy rozmawiać. Tak o wszystkim i o niczym. Nie mogłam oderwać wzroku od jego długich kasztanowych włosów, czarnych oczu oraz smukłych palców, którymi wygrywał na gitarze prawdziwe perełki. Zabiorę cię do siebie - myślałam - i z każdą minutą byłam bliżej realizacji tego niecnego planu, gdy do MOJEGO młodego boga podszedł on. Zamienili kilka słów i mój młody bóg wstał, pożegnał się i odszedł. Jakże się wściekłam, podczas gdy on - ten okropny staruch - uśmiechnął się do mnie zawadiacko, wyciągnął rękę i powiedział - Część mała, mam na imię Grzegorz. Wyświadczyłem ci ogromną przysługę, ten gówniarz nie jest wart twojego czasu.
- Kim ty jesteś aby wyświadczać mi przysługi i co gorsza decydować kto jest wart mojego czasu, a kto nie?! - wysyczałam przez zęby, odwróciłam się na pięcie i już chciałam odejść, gdy chwycił mnie za ramię i powiedział:
- OK, przepraszam. Nie należysz do tego grona, nigdy wcześniej cię tu nie widziałem, a Jacka znam aż za dobrze. Pozwól, że zrewanżuję ci się dobrym drinkiem.
Spędziliśmy kilka godzin na gorącej dyskusji. On - pięćdziesięcioletni cynik i ja - dwudziestoletnia idealistka. Sama nie wiem kiedy właściciel zaczął nas wypraszać, aby zamknąć pub. Kaśka i Tomek już dawno zniknęli.
- Przyjaciele, psia mać - zaklnęłam pod nosem.
- Chodź, podwiozę cię.
- Dokąd cię zabrać - zapytał gdy już siedzieliśmy w jego aucie - masz jakieś specjalne życzenie? - zażartował.
- Zabierz mnie dokąd chcesz - alkohol, który wypiłam tego wieczoru zakneblował gębę rozsądkowi i głośno przemawiał moimi ustami.
- Wiesz, że chcę zabrać cię do siebie? - cicho zapytał.
- Wiem - odparłam.

Z łóżka wyszliśmy następnego dnia po południu i to tylko dlatego, że trzeba było coś zjeść.
Spotykaliśmy się każdego kolejnego dnia. Spędzaliśmy czas na dyskusjach i uprawianiu miłości. Każdego wieczora Grzegorz odwoził mnie do domu, a naszym pocałunkom na dobranoc nie było końca.

- Męczą mnie te nasze schadzki - powiedział któregoś razu.
Co za facet - pomyślałam - dopiero, co kochał się ze mną do upadłego, a teraz chce to wszystko zakończyć. Wybrał sobie moment, dupek jeden...
- Wiesz przecież, że nie musimy się widywać. Chyba nie miałeś zamiaru budować związku z panienką wyrwaną w pubie - rzuciłam od niechcenia.
- Głupia jesteś - powiedział i zaczął mnie całować - zamieszkaj ze mną. Kocham cię.

wtorek, 26 lutego 2013

*****



- Wierzysz w miłość i uczciwość małżeńską? W to, że do śmierci?
- Kaśka, nie wiem. Wierzę we wszystko z osobna, ale czy razem? Sama nie wiem, pewnie tak, do śmierci. Kiedy umiera miłość reszta również obraca się w nicość - odparłam i dolałam nam wina.
- Ale czy idąc z kimś do łóżka, wiesz przez głupotę... Wcale nie, nie przez głupotę! - krzyknęła - ja tego naprawdę potrzebowałam - głos nagle jej przycichł, a do oczu napłynęły łzy - akceptacji, spełnienia, romansu... Czy dlatego, że chciałam pierwszy raz od tak dawna poczuć się wielbiona, mam przekreślać nasze małżeństwo?
- Nie pytaj mnie, nie znam odpowiedzi na te pytania. Musisz odnaleźć je w sobie - odparłam zapalając papierosa.
Bo co miałam jej powiedzieć? Że jeśli kogoś się kocha wówczas nie ma miejsca na zdradę. Ja już to wiem, Kaśka kiedyś zrozumie.

MICHAEL



Bladym świtem ze snu wyrwał mnie dźwięk telefonu. Kto ma tak idiotyczne pomysły, by dzwonić do mnie w środku nocy?
- Halo! - warknęłam do słuchawki.
- Piękna? - zabrzmiał nieśmiale męski głos. I sprawił, że cała złość mi minęła.
- Michael. Nadal nie znasz żadnego innego słowa po polsku. - wymruczałam do telefonu, a na ustach pojawił mi się uśmiech - Chyba zapomniałeś która u mnie godzina.
- Przeciwnie, ale bardzo chciałem cię usłyszeć. Co porabiasz królowo?
Zawsze wiedział jak sprawić bym się na niego nie złościła.
- Śniłam o tobie, staruszku. Wiesz, jak już zacznę o tobie myśleć, nie mogę przestać. Zaprzątasz mnie sobą...
- Mam przestać dzwonić? - zapytał, a dla mnie to krótkie pytanie było niczym zimny prysznic.
Serce przestało mi na chwilę bić, a przez głowę przegalopowało tysiące myśli. To chyba nie była tak krótka chwila, jak mi się zdawało, gdyż ze słuchawki dobiegł mnie stłumiony, niespokojny głos:
- Piękna, powiedz mi, mam przestać dzwonić?
- Nie - wyszeptałam po chwili - nie chcę byś znikł. Tęsknię...

niedziela, 24 lutego 2013

JA



Spojrzałam dziś w lustro - trzydzieści parę lat, kilka zmarszczek na twarzy, ale lubię je. W oku ten dziwny błysk... Kaśka zawsze powtarzała, że ilekroć planuję coś, co niekoniecznie jest mądre lub bezpieczne, ale z całą pewnością interesujące, w moich oczach pojawiają się jakieś ogniki. Już wiadomo, że coś się zadzieje. No tak, ale to było całe lata temu... Z czasem zmieniło się tylko to, że oczy błyszczą mi niemal  bez przerwy. W mojej głowie dzieje się tyle rzeczy, które wcześniej nie przyszłyby mi na myśl.
***
- Irka, jak ja ci zazdroszczę twojego życia - wyznała podchmielona Kaśka - Ciebie to chyba nikt nie zatrzyma. Nie to co ja - zaczęła łkać - praca, dom, dzieciaki, ten niechlujny dupek i jego mamuśka mówiąca jak mam prać mu gacie...
Łzy trysnęły z jej oczu niczym z fontanny, a ja nie wiedziałam, zamówić kolejnego drinka, przytulić ją, czy zwiać do domu. Gdyby nie przystojny brunet, który postanowił zająć się rozryczaną drobną blondynką i wyciągnąć ją na parkiet, najprawdopodobniej obie łkałybyśmy wniebogłosy zalewając smutki kolejnymi drinkami.
Jeśli ona by tylko wiedziała jak zagmatwane jest to moje cholerne życie, z pewnością nie zazdrościłaby mi go. Przecież tak naprawdę stoję w miejscu. No dobrze, robię maleńkie kroczki na przód, ale zdarza się i tak, że upadam, cofam się i błądzę bez celu.
Za bardzo koncentruję się na mężczyznach. Wcale nie dlatego, że na nich poluję i nie mam czasu na nic innego. Ja po prostu źle lokuję uczucia, a jeśli nawet zdarzy mi się zainwestować je w odpowiedniego faceta, to zbyt późno zdaję sobie z tego sprawę. Niemniej jednak w każdy taki związek wchodzę całą sobą, całym sercem, umysłem i duszą. Oddaję siebie bezgranicznie, aż nagle, z niezrozumiałego powodu zrywam się do biegu i gnam przed siebie. Uciekam najdalej i najszybciej jak tylko mogę. Zastanawiam się czy robię to w obawie przed skrzywdzeniem ich, czy może nie chcę aby oni skrzywdzili mnie. Efekt jest taki, że ciągle uciekam i ciągle czegoś szukam.
Kocham. Tak, każdego z nich kocham. Każdego na zupełnie inny sposób, ale jest to najszczersze, najpierwsze kochanie.

sobota, 23 lutego 2013

ONI


Michael
- Piękna? - usłyszałam w słuchawce i nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Nikt nigdy tak mnie nie nazywał poza NIM. I choć minęło tak wiele lat od czasu, gdy ostatni raz ze sobą rozmawialiśmy, nie miałam żadnych wątpliwości, to Michael. Serce przestało mi bić, a ja zaniemówiłam z wrażenia. - Jesteś tam? - odezwał się po chwili, a jego mruczący głos zaczął czule łaskotać moją duszę. Był przy tym jak uderzenie pioruna podczas burzy - sprawił, że zadrżałam. Nie ze strachu, to dreszcz podniecenia przebiegł mi po plecach na samo wspomnienie minionego czasu.
Michael pojawił się kiedy bezsilnie przyglądałam się własnemu życiu dziejącemu się tak jakby obok mnie, a ja świadomie tkwiłam w bezsensownym i wyniszczającym związku, choć zdarzały się takie chwile, gdy próbowałam się z niego wyrwać. Jest ucieleśnieniem wszystkiego co najlepsze wydarzyło się w moim życiu i sprawił, iż wydobyłam z siebie wszystko, co najlepsze miałam. Jednakże dobro bez zła nie istnieje. Jak rycerz na białym koniu przybył wówczas, kiedy najbardziej był mi potrzebny, po to tylko aby podnieść mnie z kolan, dodać sił i pozwolić odejść.


Co ten mężczyzna skrywa w sobie, jaką wiedzę posiada? Odzywa się do mnie za każdym razem, gdy mam kłopot. Wiem, że kilka słów zamienionych z nim nie rozwiąże moich problemów, ale daje wytchnienie. On, jak nikt inny, potrafi zabrać mnie w zupełnie inny wymiar, dać ukojenie i siłę.

Minęło już tyle lat, a jakaś część mnie ciągle tęskni do tych pięknych, mądrych oczu. Do ust, które czasem składały się w grymasie ironicznego uśmiechu, innym razem wypowiadały mądre słowa, a chyba najczęściej, scałowywały łzy  z moich policzków - łzy smutku, bólu ale również i nieopisanego szczęścia.


Grzegorz
Jeden z ważnych mężczyzn mojego życia, to on był pierwszym, z którym chciałam spędzić wieczność i od niego wszystko się tak naprawdę zaczęło. Wszystko to, co miało wpływ na to kim i gdzie jestem. Era przed Grześkiem to czas jakby z bajek, czas który wspominam z dobrodusznym uśmiechem na ustach, myśląc sobie jak niewinnym byłam dziewczęciem i jak niewinne były moje związki, choć niektóre z nich miały mroczną stronę.
Kochałam go bardzo, choć była to miłość niełatwa. Walczyłam o siebie przy równoczesnym zatracaniu się. Myślałam, że zwyciężyłam. Niestety dziś już wiem jak wielką poniosłam klęskę.


Kamal
Chyba nigdy nie zrozumiem - siebie, jego, nas...
To tak krótka, a zarazem długa historia. Nie wiem, czy się skończyła, czy nadal trwa.
Odchodząc wiedziałam, że tracę coś niezwykłego.
Po tysiąckroć wracałam myślami do tamtych chwil, analizowałam je, lecz nie mogłam znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Pewnie byłoby łatwiej, gdyby po prostu zniknął z mojego życia, ale on w nim co chwilę się pojawia burząc spokój, który staram się odbudować.