Grzegorza poznałam dawno. Pojawił
się w moim życiu w chwili, gdy przeżywałam fascynację ludzkością - tak, chyba każdy
przechodził taki etap w życiu, jakkolwiek irracjonalnie to brzmi - i naiwnie
wierzyłam w miłość, oddanie, szczerość i dziesiątki tego typu rzeczy, których
istnienia już nie jestem pewna.
- Dziewczyny, za trzy minuty wracam
i lecimy do pubu - krzyknął Tomek przez otwarte okno i z dzikim okrzykiem
pobiegł przed siebie. Po chwili wpadł już do domu i pokrzykując na nas nakazał
uformować szyk i ruszyć do pubu.
- Tomek, miej litość, sesja
poprawkowa jest. Jak nie zdam tej cholernej metodologii wywalą mnie z uczelni -
zajęczała Kaśka lecz ugięła się pod władczym spojrzeniem Tomasza.
Chwyciłyśmy kurtki i poszłyśmy z nim
na "dosłownie jedno piwko".
Pub... Jakaś paskudna speluna
cuchnąca tanim piwem, tanimi fajkami i jeszcze tańszymi panienkami.
- Stary... gdzieś ty nas przywlókł?
Co to za miejsce? Kim są ci wszyscy ludzie?
- Zobaczycie. O wszystkim się
przekonacie już za chwilę. - odparł i znikł gdzieś w tłumie.
Rozejrzałam się dokoła. Wszyscy
młodzi, weseli z podkrążonymi oczami, pewnie tacy sami studenci jak my,
pomyślałam. Nie myliłam się. Kilkoro młodych ludzi stojących obok zawzięcie
dyskutowało o fizyce kwantowej, inni o życiu w kosmosie, a jeszcze inni o
jakichś grach. Pomyślałam sobie, że czeka mnie koszmarny wieczór, bo o czym ja
mam z nimi rozmawiać? Bystra jestem, ale chyba nie uda mi się przekonać żadnego
z nich, iż wiem cokolwiek na temat, który jest ich domeną. Kaśka, wiadomo, gra
w te erpegi od dawna, odnalazła niszę dla siebie, ale ja? Posnułam się trochę
po pubie i już miałam uciec, gdy zauważyłam siedzącego w kącie młodzieńca
brzdękającego coś na gitarze. Nie wiem, co mnie skłoniło by koło niego usiąść -
odurzający dym, paskudne piwo, którego wypiłam zdecydowanie zbyt wiele, czy
może jego nieodparty urok.
Przysiadłam się i zaczęliśmy
rozmawiać. Tak o wszystkim i o niczym. Nie mogłam oderwać wzroku od jego
długich kasztanowych włosów, czarnych oczu oraz smukłych palców, którymi
wygrywał na gitarze prawdziwe perełki. Zabiorę cię do siebie - myślałam - i z
każdą minutą byłam bliżej realizacji tego niecnego planu, gdy do MOJEGO młodego
boga podszedł on. Zamienili kilka słów i mój młody bóg wstał, pożegnał się i
odszedł. Jakże się wściekłam, podczas gdy on - ten okropny staruch - uśmiechnął
się do mnie zawadiacko, wyciągnął rękę i powiedział - Część mała, mam na imię
Grzegorz. Wyświadczyłem ci ogromną przysługę, ten gówniarz nie jest wart
twojego czasu.
- Kim ty jesteś aby wyświadczać mi
przysługi i co gorsza decydować kto jest wart mojego czasu, a kto nie?! -
wysyczałam przez zęby, odwróciłam się na pięcie i już chciałam odejść, gdy
chwycił mnie za ramię i powiedział:
- OK, przepraszam. Nie należysz do
tego grona, nigdy wcześniej cię tu nie widziałem, a Jacka
znam aż za dobrze. Pozwól, że zrewanżuję ci się dobrym drinkiem.
Spędziliśmy kilka godzin na gorącej
dyskusji. On - pięćdziesięcioletni cynik i ja - dwudziestoletnia idealistka.
Sama nie wiem kiedy właściciel zaczął nas wypraszać, aby zamknąć pub.
Kaśka i Tomek już dawno zniknęli.
- Przyjaciele, psia mać - zaklnęłam
pod nosem.
- Chodź, podwiozę cię.
- Dokąd cię zabrać - zapytał gdy już
siedzieliśmy w jego aucie - masz jakieś specjalne życzenie? -
zażartował.
- Zabierz mnie dokąd chcesz -
alkohol, który wypiłam tego wieczoru zakneblował gębę
rozsądkowi i głośno przemawiał moimi ustami.
- Wiesz, że chcę zabrać cię do
siebie? - cicho zapytał.
- Wiem - odparłam.
Z łóżka wyszliśmy następnego dnia po
południu i to tylko dlatego, że trzeba było coś zjeść.
Spotykaliśmy się każdego kolejnego
dnia. Spędzaliśmy czas na dyskusjach i uprawianiu miłości. Każdego wieczora
Grzegorz odwoził mnie do domu, a naszym pocałunkom na dobranoc nie było końca.
- Męczą mnie te nasze schadzki -
powiedział któregoś razu.
Co za facet - pomyślałam - dopiero,
co kochał się ze mną do upadłego, a teraz chce to wszystko zakończyć. Wybrał
sobie moment, dupek jeden...
- Wiesz przecież, że nie musimy się
widywać. Chyba nie miałeś zamiaru budować związku z panienką wyrwaną w pubie -
rzuciłam od niechcenia.
- Głupia jesteś - powiedział i
zaczął mnie całować - zamieszkaj ze mną. Kocham cię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz