Prawie każdego dnia wracałam z pracy
późnym wieczorem i niemal za każdym razem widziałam zaparkowanego w pobliżu
domu czerwonego Nissana 300 ZX. Z początku nie zwracałam na niego zbyt wielkiej
uwagi, ot, auto jakim może jeździć każdy. Z upływem czasu zaczęło docierać do
mnie, że nie jest to taki znowu zwykły samochód. Było to stare sportowe auto,
niegdyś niezwykle pożądane przez podrywaczy, którzy chcieli uchodzić za tych z
klasą i kasą - zupełnie takich samych jak Ohydna Kupa Gówna. Myśl ta, choć z
pozoru niedorzeczna, nie dawała mi spokoju. Starałam się nie zwracać uwagi na
tą jeżdżącą czerwoną kupę złomu, zaparkowaną w pobliżu mojego domu. Myślałam
sobie, że przecież nie można być aż tak wewnętrznie pokręconym, by spędzać całe godziny
przed domem byłej i niby czemu miałoby to służyć? Tak, bywałam mistrzynią w
racjonalizowaniu wszystkiego, a przynajmniej za taką chciałam uchodzić.
Odetchnęłam jednakże z wielką ulgą
gdy Datsun przestał pojawiać się w niedalekim sąsiedztwie. Nadszedł nawet
dzień, kiedy przestałam z dziwnym niepokojem, czającym się gdzieś tam w głębi
umysłu, wyglądać na ulicę w poszukiwaniu samochodu. Doszłam do wniosku, że to
był tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności i nikt mnie nie prześladuje, nie
tropi i nie obserwuje.
***
Czas mijał i leczył rany. Nieciekawa
wiosna ustąpiła miejsca jeszcze mniej ciekawemu latu. Padało i lało na
przemian, co w zasadzie nie powinno nikogo dziwić - w końcu to Anglia i to w
dodatku, ta jej mniej przyjemna część. W pracy nastąpiły zmiany. Wreszcie przyjęto
kilku nowych ludzi, dzięki czemu można było nieco zwolnić, a czasem nawet
wyskoczyć z kubkiem kawy i papierosem przed budynek, bez nerwowego
spoglądania na pager. Po weekendzie mieliśmy mieć zebranie z nowo
zatrudnionymi. Pomyślałam sobie, że to pewnie ostatni wolny weekend dla mnie,
wszak nowi oznaczają niekończące się pytania i problemy, w których rozwiązaniu
mogłam pomóc tylko ja. W drodze z pracy wyłączyłam telefon by nikt nie
zakłócał mojego cennego wolnego czasu. W sklepie pod domem zrobiłam zakupy -
sery, szynka parmeńska, bagietka, masło czosnkowe, lody, papierosy i dwie butelki wina. Wcale nie maiłam zamiaru wypić ich obu, zwyczajnie
postanowiłam uzupełnić zapasy. W wypożyczalni wybrałam kilka filmów i tak
zaopatrzona poczłapałam do domu. Jedyne o czym marzyłam, to relaks w wannie
pełnej pachnącej piany w otoczeniu aromatycznych świec, z kieliszkiem wybornego
Bordeaux w ręku.
Z zanurzenia w myślowym niebycie
wyrwało mnie pukanie do drzwi. Zignorowałam je mając nadzieję, że jeśli nie
otworzę, przybysz odejdzie myśląc, iż nikogo nie ma w domu. Pukanie, tak
jak myślałam, ucichło, a ja dalej oddawałam się odprężającej kąpieli. Kiedy
woda wystygła, zarzuciłam na siebie płaszcz kąpielowy, z kuchni wzięłam pudełko
lodów i resztę wina, zasiadłam przed telewizorem i zaczęłam oglądać któryś z
wypożyczonych filmów. Znów rozległo się pukanie do drzwi, było już
po dwudziestej trzeciej, więc postanowiłam je zignorować i tym razem.
Niestety przybysz nie dawał za wygraną i pukał coraz głośniej i szybciej.
Niechętnie wstałam z kanapy i ruszyłam do drzwi. Okryta tylko w szlafrok
uchyliłam drzwi. a to, co za nimi ujrzałam, sprawiło, że nie wiedziałam -
zatrzasnąć je z hukiem, czy pytać o wyjaśnienie. Zanim zdążyłam zrobić
cokolwiek usłyszałam:
- Przychodzę nie w porę?
Postanowiłam nie prowokować trudnych
sytuacji i nie zapytałam jakim trzeba być kretynem, aby nachodzić mnie w środku
nocy, będąc niechcianym gościem. Nie powiedziałam nic, ale znacząco spojrzałam
na postać za drzwiami.
- Pozwolisz, że wejdę? - Wyszeptał.
Z zupełnie niezrozumiałego dla mnie powodu, otworzyłam szerzej drzwi, a przez
powstałą szparę wtoczył się on - Ohydna Kupa Gówna. Siadł na kanapie, zapalił
papierosa, zaciągnął się głęboko i powoli wypuścił dym. Popatrzył na mnie i
poklepał miejsce obok siebie, sugerując bym się przysiadła. Nie drgnęłam z
miejsca, ani nie odezwałam się słowem.
- Wygląda na to, że za mną nie
tęsknisz - bardziej stwierdził niż zapytał, a ja nie odpowiedziałam tylko
ułożyłam usta w grymas, który mógł być słusznie odczytany jako wyraz
najgłębszej pogardy. - Widzisz, a ja za tobą tęskniłem. Bardzo. - Kontynuował.
- Nawet nie wiesz ile nocy nie przespałem myśląc o tobie. Zmieniłem się...
Nie wiem, co więcej mówił,
przestałam słuchać. Patrzyłam tylko na niego jak tak siedział, palił i ruszał
wargami, aż w końcu stwierdziłam, że już dosyć.
- Późno już. - Powiedziałam.
- Chcesz żebym sobie poszedł? -
zdziwiony zapytał, a ja jeszcze bardziej zdumiona tym, co usłyszałam, skinęłam
tylko głową. W jednej chwili oniemiałam i na nic innego nie było mnie stać. Wychodząc
patrzył na mnie tak, jakby miał nadzieję, że rzucę mu się w ramiona i poproszę
by został. Co więcej, on tego po mnie oczekiwał... Wyszedł, a ja zamknęłam drzwi
na wszystkie zamki, dwukrotnie je sprawdziłam, zasłoniłam wszystkie okna i
wciąż oszołomiona usiadłam, wyciągnęłam papierosy i wypaliłam kilka. To jednak
on parkował pod moim domem przez te długie tygodnie...