Dziś już wiem, że będąc obiektem westchnień
nieszczęśliwie zakochanego, nie da się z nim zaprzyjaźnić. Szkoda, że moja
idealistyczna i romantyczna natura nie chciała w tej kwestii posłuchać
pragmatycznego umysłu.
Każdy, choćby najkrótszy i najbardziej służbowy
kontakt z Kamalem kwitowany był przez Eda kąśliwymi uwagami. Jego przycinki i
coraz bardziej nachalna obecność doprowadzały mnie do szału. Zaowocowało to
tym, że choć ceniłam sobie pracę z Edem, zaczęłam układać zmiany tak, abyśmy
jak najrzadziej byli w tym samym czasie w firmie.
- Szykujesz miejsce dla swojego nowego kochanka? -
zapytał Ed sprawdzając projekt rozkładu dyżurów na nadchodzący miesiąc.
- Nie rozumiem o czym mówisz, ale chyba będzie
lepiej jeśli zachowasz tego typu uwagi dla siebie - odparłam i kontynuowałam
pracę nad siatką godzin - Może zająłbyś się czymś bardziej konstruktywnym, na
przykład pracą? - dodałam unosząc głowę znad dokumentów. Ed jednak nawet nie
drgnął. Na jego twarzy malował się złowrogi uśmiech.
- Mam właśnie przerwę - rzucił i wyszedł zapalić
papierosa. Było to swoistego rodzaju wyzwanie i początek kłopotów. W
wielkim błędzie był Congreve mówiąc iż "Niebo nie zna wściekłości takiej,
jak miłość w nienawiść zmieniona, ni piekło nie zna furii takiej jak kobieta
wzgardzona" i Ed postanowił mi to udowodnić.
Ed zaczął konstruować w swojej głowie niestworzone
historie, a co gorsze, dzielił się nimi z każdym, kto tylko zechciał wysłuchać
togo, co miał do powiedzenia.
- Irka! - podniesiony głos Kim oderwał mnie od
pracy - pozwól do biura na chwilę - szefowa usiłowała zachować kamienną twarz,
ale widać było, że ma wielki problem. - Czy ja pracuję z dziećmi?! - niemal
krzyknęła na mnie, gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi.
- Nie rozumiem... - Kim nie pozwoliła mi dokończyć
zdania.
- Nie rozumiesz? Szczerze mówiąc ja też nie, ale
doszły mnie słuchy, że wdajesz się ze współpracownikami w... ujmując oględnie,
nieprofesjonalne stosunki.
- Kim, zupełnie nie wiem kto, co i komu
naopowiadał. Nie interesuje mnie to zupełnie. Żal mi tylko kogoś, kto jest na
tyle nieszczęśliwy i pozbawiony sensu w życiu, że zabiera się za brużdżenie w
moim - wsciekła wyrzuciłam z siebie z siłą karabinu maszynowego, a kiedy
zobaczyłam pobladłą twarz Kim, wzięłam głęboki oddech i kontynuowałam nieco
spokojniej - Nie dam się wciągnąć w te idiotyczne gierki i mam nadzieję, że
mogę liczyć na to samo z twojej strony. Coś mi się zdaje, że zaufanie, którym
mnie obdarzyłaś dając mi tę posadę, będzie nam obu potrzebne - dodałam z lekkim
uśmiechem.
- Dobrze że znam twoje stanowisko w całej sprawie -
Kim odparła w zamyśleniu.
- Kim, jeszcze jedno. Możesz być pewna, że nawet
gdybym z kimkolwiek znalazła się w sytuacji innej niż zawodowa, nie rzutowałoby
to na moją pracę. W końcu na tym polega profesjonalizm - uśmiechnęłam się
wychodząc z biura szefowej.
Kiedy tak szłam korytarzem, ciągle jeszcze wściekła
na to, że przez chwilę potraktowana byłam jak mała dziewczynka, zza rogu
wyłonił się Ed z najbardziej cynicznym i jednocześnie triumfalnym uśmieszkiem
na twarzy.
- Co, szefostwo niezadowolone z tego w jaki sposób
wykonujesz swoją pracę? - zapytał, a ja miałam wrażenie iż syczy niczym
najbardziej podstępna i jadowita żmija.
- Przeciwnie - odparłam z uśmiechem i odeszłam, a
po kilku krokach zawirowałam. Wiedziałam, że mnie obserwuje i że to z cała
pewnością go rozwścieczy.
Kilka godzin później chwyciłam torbę, przerzuciłam
ją przez ramię i podśpiewując wyszłam z pracy. Niech dupek wie, że jego
zagrywki nie robią na mnie wrażenia, zwłaszcza w obliczu dwóch wolnych dni,
które miałam zamiar spędzić na błogim lenistwie, z daleka od tego koszmarnego
człowieka.