[...] U Irki
[...] Nie
[...] Rano. Chyba nie chcesz abym
teraz jechała.
[...] Są tak samo moje, jak i
twoje. Rusz wreszcie głową, albo zapytaj mamusię...
Dobiegające moich uszu
strzępki rozmowy i pełna żalu twarz Kaśki, nie pozostawiały żadnych złudzeń -
Między nią a mężem nie układa się i z każdym dniem jest coraz
gorzej. Muszę wyjść, zapalić i odizolować się. Dlaczego wszyscy walczą ze
sobą traktując mnie jak spokojny azyl?
- Irka, Iruś kochana, zostanę u
ciebie na noc, co?
Widok zapłakanej Kaśki od zawsze
rozmiękczał mi serce, a poza tym jak ja miałam ją taką pijaniutką z domu
wypędzić?
- Kaśka, już dobrze, nie
becz. Idź do łóżka, to był ciężki dzień. - usiłowałam ją uspokoić.
- Ale Irka, wiesz, on jest takim
cholernym egoistą. - Załkała ponownie, a ja już wiedziałam, że przed nami długa
noc pełna łez i poważnych rozmów. - Znowu truje, że nie może odpocząć, bo
dzieci płaczą. Wyobrażasz sobie, chciałby abym do domu wracała, bo sobie nie
radzi i zmęczony jest. A co ze mną? Pytam, co ze mną? Ty wiesz, że gonię w
piętkę. Dzieciaki do szkoły, później pędem do pracy, po dzieci, zakupy,
gotowanie, pranie... Wiesz, ciągle tak, każdego dnia. A on,
król-pierdolony-lew, nawet palcem nie kiwnie. Popracuje chwile w tym swoim
biurze, wraca do domu i przed telewizorem zalega, bo tak się zmęczył. Nawet
pieprzy jak ten cholerny lew, przez chwilę i tylko dla własnej przyjemności.
Kaśka wyrzucała z siebie
niekontrolowany potok słów i łez. Chyba ciągle szukała usprawiedliwienia dla
romansu, w który się wdała, a moim zdaniem wcale nie powinna.
- Kasiu, już dobrze, idź spać -
poprosiłam.
Przytuliłam ją i zaczęłam
zastanawiać się dlaczego matki wychowują własne córki do życia w poczuciu winy.
Czy dlatego, że same tkwiąc w nieudanych związkach nie chcą, aby inne kobiety
były szczęśliwe, nawet ich małe dziewczynki?
- Śpij Kasiu - wyszeptałam -
zasługujesz na szczęście.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz