- Ed, popatrz tylko, nie mam
jak zatkać tej dziury - bezradnie rozłożyłam ręce podtykając Edowi pod nos
kartę, na której rozpisane były zmiany i pracownicy, którzy mieli w tym czasie
pełnić dyżur - Ja, sam wiesz, mam zakaz brania nadgodzin, a ty jesteś wpisany
na jutrzejszy ranek, więc nie możesz zostać na noc. Niby tylu nowych, a nikt
nie chce pracować - ze smutkiem i rodzącą się właśnie rozpaczą pokręciłam
głową. - Dzwonię po szefową, niech ona bierze zastępstwo - dodałam po chwili
namysłu. Chwyciłam telefon i już miałam dzwonić do Kim.
- Nie! Nie rób tego, błagam
cię... - zaskowyczał Ed - Kim ostatnio chce ze mną o czymś pogadać, a ja nie
jestem przygotowany na problemy. Proszę, proszę... - nie dawał za wygraną. A ja
nie mogłam mu nie ulec, bo rzeczywiście od kilku dni robił wszystko, aby nie
spotkać Kim.
- No to powiedz mi teraz,
kto weźmie tę zmianę?
Zapadła cisza i oboje
zaczęliśmy wertować spis pracowników. Zdecydowana byłam dzwonić do Agencji,
która w takich przypadkach okazywała się pomocna, kiedy Ed powiedział:
- Kamal, on przyjdzie do
pracy. Dzwoń do Kamala!
- To jakiś nowy? Nie było go
na zebraniu - bardziej stwierdziłam niż zapytałam - Kto to jest?
- Spodoba ci się. - Z głosu
Eda wyzierały niekończące się pokłady oschłej złośliwości.
- Wiesz, skoro tak bardzo
chcesz ukryć tego Kamala przede mną, to ja nie widzę najmniejszego problemu.
Zadzwonię po Kim i po kłopocie. Znasz ją i wiesz, że uwielbia przychodzić
wcześniej do pracy... - Powiedziałam to tonem, który natychmiast wskazał Edowi
jego miejsce.
- Zobaczysz, spodoba ci się.
Zadzwoń po niego - skruszony podał mi telefon i karteczkę z numerem telefonu.
Rozmawiając z Kamalem
patrzyłam na Eda i widziałam, jak staje się coraz bardziej nerwowy. Ed zakochał
się we mnie od pierwszego wejrzenia i od tamtej pory robił wszystko, by mnie
zdobyć. Na nic zdały się wiersze, które dla mnie pisał i ukrywał w
najdziwniejszych, niezwykle romantycznych miejscach, wysyłając mi równocześnie
wiadomości ze wskazówkami, jak je odnaleźć. Z początku wydawało mi się to miłe,
ale z czasem stało się męczące to dego stopnia, iż zaczęłam to ignorować. Ed
próbował zawładnąć moim sercem zabierając mnie w przeróżne miejsca, o których
istnieniu nie miałam pojęcia, robiąc maleńkie podarki, przysyłając kwiaty i
pomagając we wszystkim, co sprawiało mi kłopot... Ja jednak pozostawałam
nieczuła na jego awanse.
***
Czas zmiany dobiegał końca.
Swoje stanowisko przyszedł objąć Kamal. Ed miał rację, spodobał mi się, ale nie
było się czemu dziwić, bowiem okazał się on być bardzo wysokim, szalenie
przystojnym, czarnoskórym mężczyzną. Mówiąc czarnoskóry, mam właśnie to na
myśli. Jego ciało nie było brązowe, ani nawet czekoladowe, było
nieprawdopodobnie czarne i lśniące. Na chwilę zaniemówiłam, bo nie tak
wyobrażałam sobie człowieka, z którym jeszcze kilka godzin temu rozmawiałam
przez telefon, nakłaniając go do nieplanowego pojawienia się w pracy.
- Dziękuję, że przyszedłeś.
Mam na imię Irka - uścisnęłam jego dużą, przyjemnie twardą, ale równocześnie
delikatną dłoń. - Pozwolisz, że oprowadzę cię po budynku i opiszę na czym będą
polegać twoje obowiązki.
Mina Eda wskazywała na
najwyższy stopień zaskoczenia, a i ja sama zdziwiona byłam moim zachowaniem.
Normalnie zastawiłabym rozpiskę z wyszczególnionymi obowiązkami i kazała
dzwonić, ale tylko i wyłącznie w NAGŁYM wypadku.
Oprowadziłam Kamala po
budynku, wszystko starannie wytłumaczyłam. Wiedziałam, że muszę być bardzo
rzeczowa, w przeciwnym razie zaczęłabym paplać jak rozchichotana małolata, lub
z otwartymi ustami wpatrywać się w tego pięknego mężczyznę. Sama nie
wiedziałam, co byłoby gorsze.
- Irka! Autobus nam
ucieknie! - pokrzykiwał z dołu Ed, nerwowo przestępując z nogi na nogę -
Chodźmy już. Kamal sobie poradzi, duży z niego chłopczyk. - Kąśliwość Eda
czasem przekracza wszelkie granice.
- Mówiłem, że ci się spodoba
- Ed złośliwie zatriumfował w drodze na przystanek - bzykniesz go?
- Idiota! - warknęłam
ostrzegawczo.
Dalszą drogę przejechaliśmy
w milczeniu, a ja wpatrując się w ciemność za oknem, rozkoszowałam się zapachem
perfum Kamala - Attitude od Armaniego, aromat, który z taką łatwością przyszło
mi zapamiętać. Sama nie wiem, czy Kamal spodobał mi się od pierwszego
wejrzenia, czy powąchania.