Najbardziej zdziwił mnie
spokój, który zawitał w mojej głowie. Wbrew temu, co mi się zdawało, nie rwałam
włosów, nie wyłam do księżyca ani nie popadłam w żaden nałóg, w każdym razie w
żaden nowy nałóg. Praca stała się moim drugim domem, czasem szłam do
jakiegoś pubu, czasem nawet umawiałam się na randki, głównie bardzo niewinne, choć
zdarzało mi się zatonąć w czyichś ramionach w poszukiwaniu wytchnienia,
zapomnienia i nowych wrażeń. O Michaelu starałam się nie myśleć, choć nigdy nie
mogłabym o nim zapomnieć. Zbyt dużo chwil spędziliśmy razem, do zbyt wielu
miejsc zawitaliśmy. Przypominały mi go zasuszone kwiaty, pocztówka z Antyli,
naszyjnik przywieziony z Jamajki, włoska kawiarenka, obok której często
przechodziłam, a która była świadkiem naszych wspólnych chwil. Nie mogłabym o
nim zapomnieć, bo za każdym razem gdy spoglądałam w lustro, widziałam siebie
taką jaką on mnie widział i taką jaką nauczył mnie widzieć siebie - silną,
niezależną, inteligentną i atrakcyjną kobietę. Los lubi płatać figle, ale bywa
też bardzo szczodry jeśli zdecyduje się sprawić komuś przyjemność.
Moje stosunki z Grzegorzem
uległy ociepleniu. Do dziś nie wiem, czy dlatego, że wreszcie mnie odwiedził i
spędziliśmy cały tydzień tylko ze sobą, co nie miało miejsca od bardzo dawna, a
może dlatego, że byłam o wiele silniejsza niż pół roku wcześniej i potrafiłam stawić
czoła każdej krytyce z jego strony. Tyle, że Grzegorz przestał mnie krytykować.
Przeciwnie, patrzył na mnie z uwielbieniem, tym samym które wyzierało z jego
oczu całe lata temu.
- Musiałam spotkać tych
wszystkich mężczyzn i wziąć od nich coś, w zamian oddając kawałeczki siebie,
abyś wreszcie mnie zapragnął - myślałam, ale nigdy mu tego nie powiedziałam.
Uważałam, że zadałabym mu zupełnie niepotrzebny cios czyniąc takie
wyznanie. Sama też nigdy nie zapytałam czy kogoś miał. Nie chciałam
wiedzieć, bo po co?
Kaśka coraz częściej
przebąkiwała coś o ślubie, a ja nie wiedziałam czy odwodzić ją od tego pomysłu,
czy wspierać. Ostatecznie postanowiłam być dla niej podporą, bo niby dlaczego
nie? Skoro ona i Vincent kochają się i świata poza sobą nie widzą niech się
pobierają i płodzą dzieci. Przecież może im się udać.
Nie minęło dużo czasu, choć
dla mnie była to wieczność, aż Michael wreszcie zadzwonił. Wcześniej wysyłał
maile. Maria nigdy nie zagłębiała się w szczegóły moich przygód, ani związków.
Akceptowała mnie z wszystkimi moimi wyborami. Tego dnia po raz pierwszy
wypowiedziała się na temat Michaela.
- Ty go kochasz.
- Nie bądź niepoważna - odparłam, na co Maria tylko się uśmiechnęła.
- Nie bądź niepoważna - odparłam, na co Maria tylko się uśmiechnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz