niedziela, 10 marca 2013

JA


Najbardziej zdziwił mnie spokój, który zawitał w mojej głowie. Wbrew temu, co mi się zdawało, nie rwałam włosów, nie wyłam do księżyca ani nie popadłam w żaden nałóg, w każdym razie w żaden nowy nałóg. Praca stała się moim drugim domem, czasem szłam do jakiegoś pubu, czasem nawet umawiałam się na randki, głównie bardzo niewinne, choć zdarzało mi się zatonąć w czyichś ramionach w poszukiwaniu wytchnienia, zapomnienia i nowych wrażeń. O Michaelu starałam się nie myśleć, choć nigdy nie mogłabym o nim zapomnieć. Zbyt dużo chwil spędziliśmy razem, do zbyt wielu miejsc zawitaliśmy. Przypominały mi go zasuszone kwiaty, pocztówka z Antyli, naszyjnik przywieziony z Jamajki, włoska kawiarenka, obok której często przechodziłam, a która była świadkiem naszych wspólnych chwil. Nie mogłabym o nim zapomnieć, bo za każdym razem gdy spoglądałam w lustro, widziałam siebie taką jaką on mnie widział i taką jaką nauczył mnie widzieć siebie - silną, niezależną, inteligentną i atrakcyjną kobietę. Los lubi płatać figle, ale bywa też bardzo szczodry jeśli zdecyduje się sprawić komuś przyjemność.
Moje stosunki z Grzegorzem uległy ociepleniu. Do dziś nie wiem, czy dlatego, że wreszcie mnie odwiedził i spędziliśmy cały tydzień tylko ze sobą, co nie miało miejsca od bardzo dawna, a może dlatego, że byłam o wiele silniejsza niż pół roku wcześniej i potrafiłam stawić czoła każdej krytyce z jego strony. Tyle, że Grzegorz przestał mnie krytykować. Przeciwnie, patrzył na mnie z uwielbieniem, tym samym które wyzierało z jego oczu całe lata temu.
- Musiałam spotkać tych wszystkich mężczyzn i wziąć od nich coś, w zamian oddając kawałeczki siebie, abyś wreszcie mnie zapragnął - myślałam, ale nigdy mu tego nie powiedziałam. Uważałam, że zadałabym mu zupełnie niepotrzebny cios czyniąc takie  wyznanie. Sama też nigdy nie zapytałam czy kogoś miał. Nie chciałam wiedzieć, bo po co?
Kaśka coraz częściej przebąkiwała coś o ślubie, a ja nie wiedziałam czy odwodzić ją od tego pomysłu, czy wspierać. Ostatecznie postanowiłam być dla niej podporą, bo niby dlaczego nie? Skoro ona i Vincent kochają się i świata poza sobą nie widzą niech się pobierają i płodzą dzieci. Przecież może im się udać.
Nie minęło dużo czasu, choć dla mnie była to wieczność, aż Michael wreszcie zadzwonił. Wcześniej wysyłał maile. Maria nigdy nie zagłębiała się w szczegóły moich przygód, ani związków. Akceptowała mnie z wszystkimi moimi wyborami. Tego dnia po raz pierwszy wypowiedziała się na temat Michaela.
- Ty go kochasz.
- Nie bądź niepoważna - odparłam, na co Maria tylko się uśmiechnęła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz