Mieszkanie było
zupełnie puste. W powietrzu nie unosiły się żadne zapachy, co oznaczać tylko
mogło, że Kaśka wyszła już dość dawno i lada chwila może wrócić, a ja zupełnie
nie wiedziałam, jak mogłabym wytłumaczyć się z całonocnej nieobecności.
Wstawiłam do piekarnika jakąś mrożonkę, a sama wskoczyłam pod prysznic.
Postanowiłam nie myśleć o niczym innym, tylko o przyszłości. W ten czy inny
sposób będę szczęśliwa, taki mam plan na przyszłość - pomyślałam. Kiedy miałam
już zasiąść do obiadu, w domu rozległ się szczęk przekręcanego w zamku klucza.
To musiała być Kaśka, a ja nie zdążyłam wymyślić żadnej historyjki.
Przyjdzie mi improwizować, lub powiedzieć prawdę. Życie byłoby zdecydowanie
łatwiejsze, gdybym nie musiała kłamać, ale Kaśki świat ległby w gruzach, a tego
nie mogłabym jej zrobić.
- Cześć Ireno! -
przyjaciółka w świetnym humorze wpadła do kuchni i natychmiast nałożyła sobie
resztkę przygotowanego jedzenia. I to Ireno... Skąd jej przyszło do głowy, by
tak mnie nazywać? Znamy się całe życie, a jeszcze nigdy nie zwróciła się do
mnie w ten sposób.
Siedziała po
przeciwnej stronie stołu, z tym dziwacznym uśmiechem na ustach i wpatrywała się
we mnie oczekując, aż się odezwę. Twoje niedoczekanie - pomyślałam i zajadałam
się zawartością talerza.
- Nie masz zamiaru zapytać mnie gdzie spędziłam noc? - wypaliła nagle, a ja nareszcie mogłam odetchnąć z ulgą.
- Postanowiłam,
że dam ci szansę. - Puściłam do niej oko i usadowiłam się wygodnie - No to
słucham, co chciałabyś mi powiedzieć?
Kaśka wstała od stołu, zabrała talerze z niedokończonym obiadem, postawiła dwa kieliszki i butelkę wina. Siedziałyśmy tak chwilę w milczeniu popijając tanie wino, kiedy Kaśka wreszcie wyrzuciła z siebie potok słów:
- Wczoraj, jak
tylko wyszłaś, zadzwonił Vincent i zaproponował abyśmy się spotkali. Był
niedaleko, więc postanowił wyrwać mnie z domu i poszliśmy na spacer.
Wjechaliśmy nawet na Wieżę Eiffla i było tak romantycznie. Rozumiesz, prawda?
Później razem zjedliśmy kolację, gdzieś na Saint-Germain. - serce zabiło mi
mocniej, Kaśka spędziła noc w tej samej okolicy, co my, przecież mogła nas
gdzieś zobaczyć - Rozmawialiśmy do późna. Kiedy chciałam wracać, nie mogłam
złapać żadnej taksówki... - Kaśka strasznie kręciła, ech ona nigdy nie nauczy
się kłamać.
- Poszłaś z nim
do łóżka! - postanowiłam ułatwić jej wyznanie - Nareszcie! Myślałam, że
zachowasz dziewictwo do dnia ślubu i zaczęłam się poważnie martwić -
zażartowałam.
- Naprawdę
uważasz, że nie ma w tym nic złego? - zapytała, a w jej głosie słychać było
wyraźną ulgę. - My się bardzo kochamy.
- Kaśka, ja się
naprawdę bardzo cieszę waszym szczęściem, a w szczęściu dwojga nie ma nic
niewłaściwego - odparłam.
- Irka, jest
jeszcze coś - wzięła solidny łyk wina - postanowiliśmy zamieszkać razem. Wiesz,
mieszkanie jest opłacone do końca miesiąca... W lutym przeprowadzę się do
Vincenta, a tobie znajdziemy jakąś współlokatorkę, obiecuję, już moja w tym
głowa. Zobaczysz, nie odczujesz nawet zmiany.
- Kaśka, to się
nawet świetnie składa - przerwałam jej, zanim zdążyła zaplanować moich kilka
następnych lat - postanowiłam wyjechać z Francji.
- Ale jak to?
Kiedy? Dlaczego? Wracasz do Grzegorza? - gotowa była zadać jeszcze sto innych
pytań, a ja wcale nie miałam ochoty na nie odpowiadać.
- Wiesz, dużo o
tym myślałam i zgodzisz się ze mną, że starałam się zaaklimatyzować tutaj, ale
nie mogę. Nie znam zbyt dobrze francuskiego, a nauka średnio mi idzie. Nie
lubię Francuzów, są tak okropnie głośni i mają problemy z higieną, niektórzy
nawet cuchną! Źle mi tu i już. Zostanę z tobą do końca miesiąca, a tym sposobem
nie będzie problemu z mieszkaniem. Do Grzegorza jeszcze nie wracam. Miał być
rok rozłąki i tak będzie. Dostałam pracę, zarobię jakieś pieniądze, zobaczę ile
zostanie mi z oszczędności i wtedy zdecyduję co dalej.
Dopiłyśmy wino,
Kaśka jeszcze długo opowiadała mi, jak cudowny jest Vincent, a ja zaczynałam
snuć plany.
***
Przez cały
kolejny miesiąc szykowałam się do wyprawy i tym razem naprawdę w nieznane. Na
uczelni nie pokazywałam się już wcale, za to pracowałam od rana do późnego
wieczora. Dzięki temu nie rozmyślałam nad minionym czasem.
- Czołem
Grześku! - zawołałam do telefonu - To jak, postanowiłeś znaleźć chwilę, by
odwiedzić ukochaną?
- Irka, w tym
miesiącu nie dam rady, ale może w lutym. Wiesz, zabrałbym cię na urodzinową
kolację, gdzieś na szczycie wieżyczki - zakpił, choć chyba chciał być
romantyczny. Co z tego, skoro mu nie wyszło. Jak zwykle...
- Nie kłopocz
się. Postanowiłam opuścić Francję - rzuciłam.
- Wracasz do
domu? Jak dobrze. Naprawdę się cieszę, ogromnie tęskniłem. - Trochę zdziwiła
mnie ta deklaracja, ale zdecydowanie bardziej zaskoczyły mnie ulga i szczerość
płynące z głosu Grzegorza.
- Oj nie,
kochany. Francja wprawdzie nie zachwyciła mnie sobą, ale jest za to tyle innych
miejsc, w których mam zamiar się znaleźć.
- To dokąd tym
razem się wybierasz? - w słuchawce zabrzmiał poirytowany głos Grzegorza.
- Jeszcze nie
wiem, ale jak tam dotrę, to z pewnością wyślę ci kartkę. Wiesz, żebyś
wiedział gdzie mnie szukać, na wypadek gdybyś jednak kiedyś zechciał wpaść z
wizytą. - zaśmiałam się - A teraz wybacz mój miły, ale muszę pędzić. Ciao!
Włączyłam komputer, kolejny raz sprawdziłam stan
konta - był zadowalający - przyjrzałam się liście propozycji pracy, które
dostałam w ostatnich dniach. W wyszukiwarkę wpisywałam kolejno
adresy i czytałam na temat miejsc, w których czekała na mnie praca i może jakaś
kolejna przygoda. Jedno z tych miejsc szczególnie przypadło mi do gustu.
Niewielkie miasteczko uniwersyteckie położone w malowniczym, choć nie
najtańszym zakątku - no, ale po Paryżu wszystko wydaje się mieć przystępną cenę
- za to klimat tam panujący określany jest jako łagodny, ludność przyjacielska,
no i miasto ze świetnym węzłem komunikacyjnym. Tak, to będzie mój nowy dom.
Wybrałam numer telefonu znajdujący się na zaproszeniu do pracy i jakąś
rozradowaną kobietę poinformowałam, że na miejscu będę już za dwa
tygodnie. Umówiłyśmy się na przekazanie szczegółów drogą mailową, a
ja zaczęłam szukać połączeń lotniczych.
***
***
Od przeprowadzki
do Chelmsford minęło kilka tygodni. Nowe miejsce, praca i nowi ludzie wokół
mnie sprawili, że przestałam oglądać się za siebie i zaczęłam żyć pełnią życia.
Razem z dwojgiem młodych ludzi, studentów z jakiegoś kraju o dziwnie brzmiącej
nazwie, wynajmowaliśmy niewielki dom. Błogosławiłam dzień, w którym ich
spotkałam, bo okazali się być nie tylko rozrywkowi, ale i bardzo inteligentni,
a z czasem nawiązała się między nami silna więź.
Chyba trochę się
zagubiłam. Wiele z moich wyjść do klubu nocnego owocowało jeśli nie
kolejnym kochankiem, to z pewnością kandydatem na niego. Strasznie lubiłam
sposób w jaki ci młodzi mężczyźni na mnie patrzyli, jak do mnie mówili, jak
próbowali wkupić się w łaski. Wybierałam tych, którzy wytrwale ale z klasą
dążyli do celu i nie dawali się zaspokoić samymi obietnicami. Jednak
po jakimś czasie przestałam lubić siebie samą. W lustrze widziałam
niebrzydką kobietę z totalną pustką w oczach. Zaczynałam tęsknić za Grzegorzem.
Za tą jego przewidywalnością i uczuciową stałością. Ciągle jeszcze nie potrafiłam,
nawet sama przed sobą, przyznać co do niego czułam. Z całą pewnością sympatię,
ale czy go wciąż kochałam? Wzięłam telefon do ręki, by do niego zadzwonić, nie
odpowiadał. Na klawiaturze wystukałam tylko jestem w Anglii i
wysłałam wiadomość do Michaela. Chwilę potem zadźwięczał dzwonek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz