piątek, 26 kwietnia 2013

*****



Dziś już wiem, że będąc obiektem westchnień nieszczęśliwie zakochanego, nie da się z nim zaprzyjaźnić. Szkoda, że moja idealistyczna i romantyczna natura nie chciała w tej kwestii posłuchać pragmatycznego umysłu.
Każdy, choćby najkrótszy i najbardziej służbowy kontakt z Kamalem kwitowany był przez Eda kąśliwymi uwagami. Jego przycinki i coraz bardziej nachalna obecność doprowadzały mnie do szału. Zaowocowało to tym, że choć ceniłam sobie pracę z Edem, zaczęłam układać zmiany tak, abyśmy jak najrzadziej byli w tym samym czasie w firmie.
- Szykujesz miejsce dla swojego nowego kochanka? - zapytał Ed sprawdzając projekt rozkładu dyżurów na nadchodzący miesiąc.
- Nie rozumiem o czym mówisz, ale chyba będzie lepiej jeśli zachowasz tego typu uwagi dla siebie - odparłam i kontynuowałam pracę nad siatką godzin - Może zająłbyś się czymś bardziej konstruktywnym, na przykład pracą? - dodałam unosząc głowę znad dokumentów. Ed jednak nawet nie drgnął. Na jego twarzy malował się złowrogi uśmiech.
- Mam właśnie przerwę - rzucił i wyszedł zapalić papierosa. Było to swoistego rodzaju wyzwanie i początek kłopotów.  W wielkim błędzie był Congreve mówiąc iż "Niebo nie zna wściekłości takiej, jak miłość w nienawiść zmieniona, ni piekło nie zna furii takiej jak kobieta wzgardzona" i Ed postanowił mi to udowodnić.
Ed zaczął konstruować w swojej głowie niestworzone historie, a co gorsze, dzielił się nimi z każdym, kto tylko zechciał wysłuchać togo, co miał do powiedzenia.
- Irka! - podniesiony głos Kim oderwał mnie od pracy - pozwól do biura na chwilę - szefowa usiłowała zachować kamienną twarz, ale widać było, że ma wielki problem. - Czy ja pracuję z dziećmi?! - niemal krzyknęła na mnie, gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi.
- Nie rozumiem... - Kim nie pozwoliła mi dokończyć zdania.
- Nie rozumiesz? Szczerze mówiąc ja też nie, ale doszły mnie słuchy, że wdajesz się ze współpracownikami w... ujmując oględnie, nieprofesjonalne stosunki.
- Kim, zupełnie nie wiem kto, co i komu naopowiadał. Nie interesuje mnie to zupełnie. Żal mi tylko kogoś, kto jest na tyle nieszczęśliwy i pozbawiony sensu w życiu, że zabiera się za brużdżenie w moim - wsciekła wyrzuciłam z siebie z siłą karabinu maszynowego, a kiedy zobaczyłam pobladłą twarz Kim, wzięłam głęboki oddech i kontynuowałam nieco spokojniej - Nie dam się wciągnąć w te idiotyczne gierki i mam nadzieję, że mogę liczyć na to samo z twojej strony. Coś mi się zdaje, że zaufanie, którym mnie obdarzyłaś dając mi tę posadę, będzie nam obu potrzebne - dodałam z lekkim uśmiechem.
- Dobrze że znam twoje stanowisko w całej sprawie - Kim odparła w zamyśleniu.
- Kim, jeszcze jedno. Możesz być pewna, że nawet gdybym z kimkolwiek znalazła się w sytuacji innej niż zawodowa, nie rzutowałoby to na moją pracę. W końcu na tym polega profesjonalizm - uśmiechnęłam się wychodząc z biura szefowej.
Kiedy tak szłam korytarzem, ciągle jeszcze wściekła na to, że przez chwilę potraktowana byłam jak mała dziewczynka, zza rogu wyłonił się Ed z najbardziej cynicznym i jednocześnie triumfalnym uśmieszkiem na twarzy.
- Co, szefostwo niezadowolone z tego w jaki sposób wykonujesz swoją pracę? - zapytał, a ja miałam wrażenie iż syczy niczym najbardziej podstępna i jadowita żmija.
- Przeciwnie - odparłam z uśmiechem i odeszłam, a po kilku krokach zawirowałam. Wiedziałam, że mnie obserwuje i że to z cała pewnością go rozwścieczy.
Kilka godzin później chwyciłam torbę, przerzuciłam ją przez ramię i podśpiewując wyszłam z pracy. Niech dupek wie, że jego zagrywki nie robią na mnie wrażenia, zwłaszcza w obliczu dwóch wolnych dni, które miałam zamiar spędzić na błogim lenistwie, z daleka od tego koszmarnego człowieka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz