- Irka, mam nadzieję, że
jesteś w mieście – w słuchawce telefonu rozległ się cichy i niepewny głos
Maxwella.
- Tak – odparłam, choć coś w
środku mnie krzyczało by bezwzględnie skłamać.
- To świetnie. Mamy problem
z nocną zmianą. Tim się pochorował i nie ma nikogo poza tobą, kto mógłby go
zastąpić - Maxwell nieśmiało zaczął wyjaśniać zaistniałą sytuację, podczas gdy
ja szczerze żałowałam prawdomówności - dzwoniłem już do każdego i nikt nie może
przyjść.
- Obdzwaniałeś studentów
oferując im nadgodziny? - zapytałam mimo iż wiedziałam, że żaden student nie
będzie chciał pracować w nocy - A Kamal? On podobno nie ma nic przeciwko nocnym
zmianom - podrzuciłam ten pomysł Maxwellowi.
- Kamal już jest na
popołudniowej zmianie - wyszeptał.
- Max, co się dzieje? Co to
znaczy, że jest na popołudniowej zmianie? - zapytałam wyraźnie poirytowana
faktem, iż ktoś zmienia siatki godzin.
- Sam sie rozchorowała i
sama wiesz...
- Tak, jasne, wiem -
warknęłam - wezmę to zastępstwo!
I już miałam odłożyć
słuchawkę, gdy dobiegł mnie ledwo słyszalny głos Maxwella:
- Irka? Ale jest jeszcze
jeden problem - Max wydawał się przestraszony - Wiesz, Ida kończy o
osiemnastej, a Kamal też nie może być na zmianie do końca... No i tym sposobem
potrzebujemy cię na siódmą - już miałam zacząć wrzeszczeć i wyklinać, gdy
usłyszałam ciche przepraszam i trzask odkładanej słuchawki.
Nie wiem, co bardziej mnie
rozzłościło, to, że musiałam iść do pracy w wolny dzień, czy to że musiałam tam
być za dwie godziny, czy to iż Max odłożył słuchawkę zanim zdażyłam mu
powiedzieć żeby się wypchał i zadzwonił po kogoś z Agencji.
Wzięłam szybki prysznic
układając równocześnie w myślach przemówienie, na temat szacunku wobec innych
ludzi i ich czasu, jakim miałam zamiar obdarzyć Maxwella jak tylko go zobaczę,
a następnie podzielic się nim z pozostałymi współpracownikami. Założyłam
wytarte jeansy, starą sportową bluzę i znoszone trampki, chwyciłam torbę
i wyszłam "odrabiać pańszczyznę".
Była 6:45 gdy dotarłam do
pracy. Przed firmą stał zaparkowany samochód, a w nim siedział Kamal. Podeszłam
do auta i znacząco popatrzyłam na zegarek. Kamal wyszedł z samochodu.
- Csii, nic nie mów -
położył palec na ustach zanim zdażyłam uraczyć go jakimś pouczeniem odnośnie
opuszczania miejsca pracy przed wyznaczonym czasem, chwycił mnie za rękę i
poprowadził do drzwi od strony pasażera - wsiądź - poprosił.
- Nie moge wsiąść, muszę iść
do pracy - odparłam wskazując palcem budynek. Zobaczyłam wtedy w oknie Sam i
Maxwella, który z uśmiechem i jednocześnie skruszoną miną bezgłośnie mnie
przepraszał. - Kamal, o co chodzi? - zapytałam.
- Wsiądź, za chwilę wszystko
ci wytłumaczę - odparł ciągle przytrzymując otwarte drzwi.
Usiadłam na miejscu
pasażera, Kamal zamknął za mną drzwi i po chwili razem w milczeniu
odjeżdżaliśmy spod frirmy.
- Słuchaj, nie wiem co się
dzieje i bardzo mnie to niepokoi. Czy mógłbyś mi powiedzieć dokąd jedziemy?
- Do ciebie - Kamal odparł
najspokojniej w świecie.
- Jak to do mnie? Po co?
Przecież dopiero co wyszłam z domu. Jeśli miałam zabrać coś ze sobą, trzeba
było zadzwonić, mogłam wrócić...
- Nie zapomniałaś niczego,
no może poza bardziej wyjściowym strojem - Kamal zlustrował mnie od stóp po sam
czubek głowy i roześmiał się głośno.
- A co, weszła jakaś
dyrektywa mówiąca, że na nocnej zmianie obowiązują stroje wieczorowe?
- Nie - uciął i już
wiedziałam, że niczego sie nie dowiem. Dalszą drogę odbyliśmy w zupełnej ciszy
- Tutaj mieszkasz, prawda? - zapytał zatrzymując się pod moim domem.
- Po co pytasz, skoro jak
widać, doskonale wiesz - syknęłam.
- No już, nie złość się -
Kamal próbował załagodzić sytuację - Słuchaj, muszę teraz jechać w jedno
miejsce, będę spowrotem za pół godziny. Załóż na siebie jakieś miłe ciuszki i
bądź gotowa na resztę wieczoru.
Oniemiałam, bo nie
spodziewałam się usłyszeć takich słów płynących z ust Kamala, to zdecydowanie
nie w jego stylu...
- Miłe ciuszki - pomyślałam
- jak sobie życzysz!
***
Wchodząc do domu
zastanawiałam się o co w tym wszystkim chodzi. Byłam trochę zła, że nie panuję
nad sytuacją i niebywale zaintrygowana tym, jak potoczy się dalsza część
wieczoru. Spojrzałam na telefon, świeciła się lampka informująca o
pozostawionej wiadomości. Nacisnęłam ją, a z glośnika dobiegł głos Maxwella:
- Irka, kryzys zażegnany.
Tim poczuł się lepiej i pojawi się na dyżurze. Przepraszam za kłopot i życzę ci
udanego wieczoru.
- Oj Max, ja ci sie jeszcze
zrewanżuję - pomyślałam i uśmiechnęłam się do siebie układając diabelski plan.
Rozejrzałam się po
mieszkaniu, zaczęłam zbierać porozrzucane ubrania i przypomniało mi się, że
przecież Kamal za chwilę przyjedzie i chce mnie zobaczyć w jakichś miłych
ciuszkach. Zajrzałam więc do szafy, a w niej same stroje wieczorowe i te typowo
robocze. Ogarnęła mnie panika. przecież nie włożę na siebie sukni do kostek, a
t-shirt i jeansy nie wydają się być wystarczająco miłymi ciuszkami.
Przejechałam ręką po wieszakach i nagle zauważyłam brązową, nieprzyzwoicie
krótką sukienką. Świetna! Złote sandały na niebotycznym obcasie i zielony
make-up stanowiły doskonałe dopełnienie kreacji. Spojrzałam w lustro i spiełam
wysoko włosy.
- Irka, wyglądasz jak milion
dolców! - powiedziałam sama do siebie dużo głośniej, niż mi się wydawało.
Chwilę później rozległo się
pukanie do drzwi, to Kamal, jak zwykle punktualny.
Ledwie otwarłam drzwi, a
Kamal chwycił mnie za rękę, przyciągnął do siebie, pocałował mnie w dłoń i
wyszeptał:
- Wyglądasz oszałamiająco.
Chodźmy!
Nie wiedziałam do czego
zmierza, ale coś mi podpowiadało, że spędzę z nim bardzo miło czas.
- Dokąd mnie zabierasz?
- Na drinka. Wskakuj! -
powiedział otwierając przede mną drzwi auta, a ja tylko się zaśmiałam nie
wierząc własnym uszom, przecież to tak bardzo nie w jego stylu, jak mi sie zdawalo.
- To co? Powiesz mi o co w
tym całym przedstawieniu chodzi?
- Nie - odparł z uśmiechem
na ustach - Porozmawiamy na miejscu.
"Na miejscu"
okazało się być niewielkim prywatnym klubem. Jego wnętrze utrzymane było w
dekadenckim stylu. Dostępu do klubu broniły wielkie drewniane wrota, na przeciw
których, w głebi sali, znajdował się imponujących rozmiarów kominek. Surowość
szarych ścian łagodziły ciężkie, pluszowe kotary i dziesiątki zdjęć, z których
większość stanowiły czarno białe portrety. Pod ścianami poustawiane były
wielkie sofy, pufy i fotele, a przy jednej ze ścian znajdował się bar. Po
środku sali ustawiono trzy, pokryte ciemno zielonym suknem stoły do bilarda. Z
głośników dobiegały dźwięki jazzu i właśnie w tej chwili Nina Simone śpiewała
Feeling Good.
Siedliśmy na jednej z kanap,
a przystojny kelner przyniósł nam drinki.
- Przepraszam cię, za cały
ten teatr, tak bardzo chciałem spędzić z tobą choć jeden wieczór z daleka od
pracy, ale bałem się, że nigdy się na to nie zgodzisz - Kamal zdecydował się
wyjaśnić dlaczego postawił mnie w sytaucji bez wyjscia.
- Miałeś rację, nie
zgodziłabym się. Nie mieszam przyjemności z obowiązkami - wtrąciłam się, ale
Kamal nie przestawał mówić.
- Wiem, rozmawiałem z
Maxwellem i powiedział mi, że miałaś spotkanie z Kim, że ktoś usiłuje wpędzić
cię w klopoty i że mogę zapomnieć o randce z tobą. Postanowiłem więc wziąć cię
z zaskoczenia i nie dopuścić do tego, byś mi odmówiła. Przekonałem Maxwella by
do ciebie zadzwonił ze zmyśloną historyjką... No i tym sposobem mam u niego
ogromy dług, który będą pewnie jeszcze spłacać moje dzieci - oboje
wybuchnęliśmy śmiechem. Nie umiałam się na niego złościć. Ujął mnie
pomysłowością i najpiękniejszym uśmiechem na świecie.
Rozmawialiśmy jeszcze długo.
Trochę o nim, trochę o mnie. Wypiłam kilka drinków, pewnie o kilka za dużo i
wskazując na stół do bilarda, stwierdział, że koniecznie musimy zagrać w kulki.
- Umiesz w to grać? -
zapytał Kamal usiłując opanować ogarniający go śmiech.
- Nie, ale wcale mi to nie
przeszkadza i mam nadzieję, że tobie również - uśmiechnęłam sie filuternie i
pociągnęłam go w strone środka sali.
Zagraliśmy kilka partii i
sama nie wiem, czy Kamal jest gorszym graczem niż ja, czy moje umiejętności w
magiczny sposób zyskały na jakości, czy może widok moich długich niemal niczym
nie osłoniętych nóg na niebotycznie wysokich obcasach sprawił, że Kamal nie
mógł skupić uwagi na niczym innym poza nimi. Liczyło sie tylko to, że świetnie
się bawiliśmy. Kiedy nachyliłam się nad stołem by przygotować bile do kolejnej
rundy, poczułam jego silne, twarde ciało dotykające mojego. Kamal stał za mną
jedną nogę trzymając pomiędzy moimi. Prawą ręką chwycił mnie za biodro, a ja w
tym samym czasie poczułam na pośladku dotyk jego prężącej się męskości. Przez
chwilę zdawało mi sie, że nic nie może być równie podniecającego, kiedy w tym
samym momencie Kamal pochylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha - Jesteś taka
piękna - jednocześnie muskając mnie ustami i sprawiając, że zaczynałam drżeć -
Wszyscy na ciebie patrzą. Zatańczmy - dodał, a ja nie potrafiłam odmówić.
Wtuleni w siebie tańczyliśmy. Z głośników dobiegały kryształowe dźwięki
Spirytual, które w mistrzowski sposób z saksofonu wydobywał Coltrane.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz