środa, 1 maja 2013

UŁAŃSKA FANTAZJA



- Irka, mam nadzieję, że jesteś w mieście – w słuchawce telefonu rozległ się cichy i niepewny głos Maxwella.
- Tak – odparłam, choć coś w środku mnie krzyczało by bezwzględnie skłamać.
- To świetnie. Mamy problem z nocną zmianą. Tim się pochorował i nie ma nikogo poza tobą, kto mógłby go zastąpić - Maxwell nieśmiało zaczął wyjaśniać zaistniałą sytuację, podczas gdy ja szczerze żałowałam prawdomówności - dzwoniłem już do każdego i nikt nie może przyjść.
- Obdzwaniałeś studentów oferując im nadgodziny? - zapytałam mimo iż wiedziałam, że żaden student nie będzie chciał pracować w nocy - A Kamal? On podobno nie ma nic przeciwko nocnym zmianom - podrzuciłam ten pomysł Maxwellowi.
- Kamal już jest na popołudniowej zmianie - wyszeptał.
- Max, co się dzieje? Co to znaczy, że jest na popołudniowej zmianie? - zapytałam wyraźnie poirytowana faktem, iż ktoś zmienia siatki godzin.
- Sam sie rozchorowała i sama wiesz...
- Tak, jasne, wiem - warknęłam - wezmę to zastępstwo!
I już miałam odłożyć słuchawkę, gdy dobiegł mnie ledwo słyszalny głos Maxwella:
- Irka? Ale jest jeszcze jeden problem - Max wydawał się przestraszony - Wiesz, Ida kończy o osiemnastej, a Kamal też nie może być na zmianie do końca... No i tym sposobem potrzebujemy cię na siódmą - już miałam zacząć wrzeszczeć i wyklinać, gdy usłyszałam ciche przepraszam i trzask odkładanej słuchawki.
Nie wiem, co bardziej mnie rozzłościło, to, że musiałam iść do pracy w wolny dzień, czy to że musiałam tam być za dwie godziny, czy to iż Max odłożył słuchawkę zanim zdażyłam mu powiedzieć żeby się wypchał i zadzwonił po kogoś z Agencji.
Wzięłam szybki prysznic układając równocześnie w myślach przemówienie, na temat szacunku wobec innych ludzi i ich czasu, jakim miałam zamiar obdarzyć Maxwella jak tylko go zobaczę, a następnie podzielic się nim z pozostałymi współpracownikami. Założyłam wytarte jeansy, starą sportową bluzę i  znoszone trampki, chwyciłam torbę i wyszłam "odrabiać pańszczyznę".
Była 6:45 gdy dotarłam do pracy. Przed firmą stał zaparkowany samochód, a w nim siedział Kamal. Podeszłam do auta i znacząco popatrzyłam na zegarek. Kamal wyszedł z samochodu.
- Csii, nic nie mów - położył palec na ustach zanim zdażyłam uraczyć go jakimś pouczeniem odnośnie opuszczania miejsca pracy przed wyznaczonym czasem, chwycił mnie za rękę i poprowadził do drzwi od strony pasażera - wsiądź - poprosił.
- Nie moge wsiąść, muszę iść do pracy - odparłam wskazując palcem budynek. Zobaczyłam wtedy w oknie Sam i Maxwella, który z uśmiechem i jednocześnie skruszoną miną bezgłośnie mnie przepraszał. - Kamal, o co chodzi? - zapytałam.
- Wsiądź, za chwilę wszystko ci wytłumaczę - odparł ciągle przytrzymując otwarte drzwi.
Usiadłam na miejscu pasażera, Kamal zamknął za mną drzwi i po chwili razem w milczeniu odjeżdżaliśmy spod frirmy.
- Słuchaj, nie wiem co się dzieje i bardzo mnie to niepokoi. Czy mógłbyś mi powiedzieć dokąd jedziemy?
- Do ciebie - Kamal odparł najspokojniej w świecie.
- Jak to do mnie? Po co? Przecież dopiero co wyszłam z domu. Jeśli miałam zabrać coś ze sobą, trzeba było zadzwonić, mogłam wrócić...
- Nie zapomniałaś niczego, no może poza bardziej wyjściowym strojem - Kamal zlustrował mnie od stóp po sam czubek głowy i roześmiał się głośno.
- A co, weszła jakaś dyrektywa mówiąca, że na nocnej zmianie obowiązują stroje wieczorowe?
- Nie - uciął i już wiedziałam, że niczego sie nie dowiem. Dalszą drogę odbyliśmy w zupełnej ciszy - Tutaj mieszkasz, prawda? - zapytał zatrzymując się pod moim domem.
- Po co pytasz, skoro jak widać, doskonale wiesz - syknęłam.
- No już, nie złość się - Kamal próbował załagodzić sytuację - Słuchaj, muszę teraz jechać w jedno miejsce, będę spowrotem za pół godziny. Załóż na siebie jakieś miłe ciuszki i bądź gotowa na resztę wieczoru.
Oniemiałam, bo nie spodziewałam się usłyszeć takich słów płynących z ust Kamala, to zdecydowanie nie w jego stylu...
- Miłe ciuszki - pomyślałam - jak sobie życzysz!
 ***
Wchodząc do domu zastanawiałam się o co w tym wszystkim chodzi. Byłam trochę zła, że nie panuję nad sytuacją i niebywale zaintrygowana tym, jak potoczy się dalsza część wieczoru. Spojrzałam na telefon, świeciła się lampka informująca o pozostawionej wiadomości. Nacisnęłam ją, a z glośnika dobiegł głos Maxwella:
- Irka, kryzys zażegnany. Tim poczuł się lepiej i pojawi się na dyżurze. Przepraszam za kłopot i życzę ci udanego wieczoru.
- Oj Max, ja ci sie jeszcze zrewanżuję - pomyślałam i uśmiechnęłam się do siebie układając diabelski plan.
Rozejrzałam się po mieszkaniu, zaczęłam zbierać porozrzucane ubrania i przypomniało mi się, że przecież Kamal za chwilę przyjedzie i chce mnie zobaczyć w jakichś miłych ciuszkach. Zajrzałam więc do szafy, a w niej same stroje wieczorowe i te typowo robocze. Ogarnęła mnie panika. przecież nie włożę na siebie sukni do kostek, a t-shirt i jeansy nie wydają się być wystarczająco miłymi ciuszkami. Przejechałam ręką po wieszakach i nagle zauważyłam brązową, nieprzyzwoicie krótką sukienką. Świetna! Złote sandały na niebotycznym obcasie i zielony make-up stanowiły doskonałe dopełnienie kreacji. Spojrzałam w lustro i spiełam wysoko włosy.
- Irka, wyglądasz jak milion dolców! - powiedziałam sama do siebie dużo głośniej, niż mi się wydawało.
Chwilę później rozległo się pukanie do drzwi, to Kamal, jak zwykle punktualny.
Ledwie otwarłam drzwi, a Kamal chwycił mnie za rękę, przyciągnął do siebie, pocałował mnie w dłoń i wyszeptał:
- Wyglądasz oszałamiająco. Chodźmy!
Nie wiedziałam do czego zmierza, ale coś mi podpowiadało, że spędzę z nim bardzo miło czas.
- Dokąd mnie zabierasz?
- Na drinka. Wskakuj! - powiedział otwierając przede mną drzwi auta, a ja tylko się zaśmiałam nie wierząc własnym uszom, przecież to tak bardzo nie w jego stylu, jak mi sie zdawalo.
- To co? Powiesz mi o co w tym całym przedstawieniu chodzi?
- Nie - odparł z uśmiechem na ustach - Porozmawiamy na miejscu.
"Na miejscu" okazało się być niewielkim prywatnym klubem. Jego wnętrze utrzymane było w dekadenckim stylu. Dostępu do klubu broniły wielkie drewniane wrota, na przeciw których, w głebi sali, znajdował się imponujących rozmiarów kominek. Surowość szarych ścian łagodziły ciężkie, pluszowe kotary i dziesiątki zdjęć, z których większość stanowiły czarno białe portrety.  Pod ścianami poustawiane były wielkie sofy, pufy i fotele, a przy jednej ze ścian znajdował się bar. Po środku sali ustawiono trzy, pokryte ciemno zielonym suknem stoły do bilarda. Z głośników dobiegały dźwięki jazzu i właśnie w tej chwili Nina Simone śpiewała Feeling Good.
Siedliśmy na jednej z kanap, a przystojny kelner przyniósł nam drinki.
- Przepraszam cię, za cały ten teatr, tak bardzo chciałem spędzić z tobą choć jeden wieczór z daleka od pracy, ale bałem się, że nigdy się na to nie zgodzisz - Kamal zdecydował się wyjaśnić dlaczego postawił mnie w sytaucji bez wyjscia.
- Miałeś rację, nie zgodziłabym się. Nie mieszam przyjemności z obowiązkami - wtrąciłam się, ale Kamal nie przestawał mówić.
- Wiem, rozmawiałem z Maxwellem i powiedział mi, że miałaś spotkanie z Kim, że ktoś usiłuje wpędzić cię w klopoty i że mogę zapomnieć o randce z tobą. Postanowiłem więc wziąć cię z zaskoczenia i nie dopuścić do tego, byś mi odmówiła. Przekonałem Maxwella by do ciebie zadzwonił ze zmyśloną historyjką... No i tym sposobem mam u niego ogromy dług, który będą pewnie jeszcze spłacać moje dzieci - oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Nie umiałam się na niego złościć. Ujął mnie pomysłowością i najpiękniejszym uśmiechem na świecie.
Rozmawialiśmy jeszcze długo. Trochę o nim, trochę o mnie. Wypiłam kilka drinków, pewnie o kilka za dużo i wskazując na stół do bilarda, stwierdział, że koniecznie musimy zagrać w kulki.
- Umiesz w to grać? - zapytał Kamal usiłując opanować ogarniający go śmiech.
- Nie, ale wcale mi to nie przeszkadza i mam nadzieję, że tobie również - uśmiechnęłam sie filuternie i pociągnęłam go w strone środka sali.
Zagraliśmy kilka partii i sama nie wiem, czy Kamal jest gorszym graczem niż ja, czy moje umiejętności w magiczny sposób zyskały na jakości, czy może widok moich długich niemal niczym nie osłoniętych nóg na niebotycznie wysokich obcasach sprawił, że Kamal nie mógł skupić uwagi na niczym innym poza nimi. Liczyło sie tylko to, że świetnie się bawiliśmy. Kiedy nachyliłam się nad stołem by przygotować bile do kolejnej rundy, poczułam jego silne, twarde ciało dotykające mojego. Kamal stał za mną jedną nogę trzymając pomiędzy moimi. Prawą ręką chwycił mnie za biodro, a ja w tym samym czasie poczułam na pośladku dotyk jego prężącej się męskości. Przez chwilę zdawało mi sie, że nic nie może być równie podniecającego, kiedy w tym samym momencie Kamal pochylił się nade mną i wyszeptał mi do ucha - Jesteś taka piękna - jednocześnie muskając mnie ustami i sprawiając, że zaczynałam drżeć - Wszyscy na ciebie patrzą. Zatańczmy - dodał, a ja nie potrafiłam odmówić. Wtuleni w siebie tańczyliśmy. Z głośników dobiegały kryształowe dźwięki Spirytual, które w mistrzowski sposób z saksofonu wydobywał Coltrane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz