sobota, 20 kwietnia 2013

*****



Prawie każdego dnia wracałam z pracy późnym wieczorem i niemal za każdym razem widziałam zaparkowanego w pobliżu domu czerwonego Nissana 300 ZX. Z początku nie zwracałam na niego zbyt wielkiej uwagi, ot, auto jakim może jeździć każdy. Z upływem czasu zaczęło docierać do mnie, że nie jest to taki znowu zwykły samochód. Było to stare sportowe auto, niegdyś niezwykle pożądane przez podrywaczy, którzy chcieli uchodzić za tych z klasą i kasą - zupełnie takich samych jak Ohydna Kupa Gówna. Myśl ta, choć z pozoru niedorzeczna, nie dawała mi spokoju. Starałam się nie zwracać uwagi na tą jeżdżącą czerwoną kupę złomu, zaparkowaną w pobliżu mojego domu. Myślałam sobie, że przecież nie można być aż tak wewnętrznie pokręconym, by spędzać całe godziny przed domem byłej i niby czemu miałoby to służyć? Tak, bywałam mistrzynią w racjonalizowaniu wszystkiego, a przynajmniej za taką chciałam uchodzić.
Odetchnęłam jednakże z wielką ulgą gdy Datsun przestał pojawiać się w niedalekim sąsiedztwie. Nadszedł nawet dzień, kiedy przestałam z dziwnym niepokojem, czającym się gdzieś tam w głębi umysłu, wyglądać na ulicę w poszukiwaniu samochodu. Doszłam do wniosku, że to był tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności i nikt mnie nie prześladuje, nie tropi i nie obserwuje.
***
Czas mijał i leczył rany. Nieciekawa wiosna ustąpiła miejsca jeszcze mniej ciekawemu latu. Padało i lało na przemian, co w zasadzie nie powinno nikogo dziwić - w końcu to Anglia i to w dodatku, ta jej mniej przyjemna część. W pracy nastąpiły zmiany. Wreszcie przyjęto kilku nowych ludzi, dzięki czemu można było nieco zwolnić, a czasem nawet wyskoczyć z kubkiem kawy i papierosem przed budynek, bez nerwowego spoglądania na pager. Po weekendzie mieliśmy mieć zebranie z nowo zatrudnionymi. Pomyślałam sobie, że to pewnie ostatni wolny weekend dla mnie, wszak nowi oznaczają niekończące się pytania i problemy, w których rozwiązaniu mogłam pomóc tylko ja. W drodze z pracy wyłączyłam telefon by nikt nie zakłócał mojego cennego wolnego czasu. W sklepie pod domem zrobiłam zakupy - sery, szynka parmeńska, bagietka, masło czosnkowe, lody, papierosy i dwie butelki wina. Wcale nie maiłam zamiaru wypić ich obu, zwyczajnie postanowiłam uzupełnić zapasy. W wypożyczalni wybrałam kilka filmów i tak zaopatrzona poczłapałam do domu. Jedyne o czym marzyłam, to relaks w wannie pełnej pachnącej piany w otoczeniu aromatycznych świec, z kieliszkiem wybornego Bordeaux w ręku.
Z zanurzenia w myślowym niebycie wyrwało mnie pukanie do drzwi. Zignorowałam je mając nadzieję, że jeśli nie otworzę, przybysz odejdzie myśląc, iż nikogo nie ma w domu. Pukanie, tak jak myślałam, ucichło, a ja dalej oddawałam się odprężającej kąpieli. Kiedy woda wystygła, zarzuciłam na siebie płaszcz kąpielowy, z kuchni wzięłam pudełko lodów i resztę wina, zasiadłam przed telewizorem i zaczęłam oglądać któryś z wypożyczonych filmów. Znów rozległo się pukanie do drzwi, było już po dwudziestej trzeciej, więc postanowiłam je zignorować i tym razem. Niestety przybysz nie dawał za wygraną i pukał coraz głośniej i szybciej. Niechętnie wstałam z kanapy i ruszyłam do drzwi. Okryta tylko w szlafrok uchyliłam drzwi. a to, co za nimi ujrzałam, sprawiło, że nie wiedziałam - zatrzasnąć je z hukiem, czy pytać o wyjaśnienie. Zanim zdążyłam zrobić cokolwiek usłyszałam:
- Przychodzę nie w porę?
Postanowiłam nie prowokować trudnych sytuacji i nie zapytałam jakim trzeba być kretynem, aby nachodzić mnie w środku nocy, będąc niechcianym gościem. Nie powiedziałam nic, ale znacząco spojrzałam na postać za drzwiami.
- Pozwolisz, że wejdę? - Wyszeptał.
Z zupełnie niezrozumiałego dla mnie powodu, otworzyłam szerzej drzwi, a przez powstałą szparę wtoczył się on - Ohydna Kupa Gówna. Siadł na kanapie, zapalił papierosa, zaciągnął się głęboko i powoli wypuścił dym. Popatrzył na mnie i poklepał miejsce obok siebie, sugerując bym się przysiadła. Nie drgnęłam z miejsca, ani nie odezwałam się słowem.
- Wygląda na to, że za mną nie tęsknisz - bardziej stwierdził niż zapytał, a ja nie odpowiedziałam tylko ułożyłam usta w grymas, który mógł być słusznie odczytany jako wyraz najgłębszej pogardy. - Widzisz, a ja za tobą tęskniłem. Bardzo. - Kontynuował. - Nawet nie wiesz ile nocy nie przespałem myśląc o tobie. Zmieniłem się...
Nie wiem, co więcej mówił, przestałam słuchać. Patrzyłam tylko na niego jak tak siedział, palił i ruszał wargami, aż w końcu stwierdziłam, że już dosyć.
- Późno już. - Powiedziałam.
- Chcesz żebym sobie poszedł? - zdziwiony zapytał, a ja jeszcze bardziej zdumiona tym, co usłyszałam, skinęłam tylko głową. W jednej chwili oniemiałam i na nic innego nie było mnie stać. Wychodząc patrzył na mnie tak, jakby miał nadzieję, że rzucę mu się w ramiona i poproszę by został. Co więcej, on tego po mnie oczekiwał... Wyszedł, a ja zamknęłam drzwi na wszystkie zamki, dwukrotnie je sprawdziłam, zasłoniłam wszystkie okna i wciąż oszołomiona usiadłam, wyciągnęłam papierosy i wypaliłam kilka. To jednak on parkował pod moim domem przez te długie tygodnie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz