- Jesteś najlepszym, co
mnie w życiu spotkało. Kocham cię mała, pamiętaj o tym, nikt nigdy nie będzie
kochał cię tak jak ja - Grzegorz powtarzał to
przy każdej nadarzającej się okazji, a ja rozpływałam się ze szczęścia
po tych deklaracjach.
Wierzyłam w każde jego słowo
i ufałam mu bezgranicznie. Żyłam jak bohaterka wenezuelskiej telenoweli - całe
dnie oddawałam się swoim pasjom, a u boku miałam cudownego, kulturalnego i
bardzo inteligentnego mężczyznę, który świata poza mną nie widział, a i ja nie
chciałam widzieć niczego ani nikogo poza nim.
Uwielbiałam wszystkie te
poranki, kiedy leżałam jeszcze w łóżku, a on krzątał się w kuchni przygotowując
dla mnie śniadanie i aromatyczną kawę. Do końca życia chcę budzić się
przy nim - myślałam sobie. Ani przez chwilę nie obawiałam się przyszłości.
Nakreśliłam sobie w wyobraźni idylliczny obrazek i nie
chciałam dopuścić do siebie myśli, że przecież na wszystkim może
pojawić się rysa, a za tą rysą kolejna i kolejna, aż nagle tak misternie
budowana całość rozpadnie się na tysiące drobnych kawałków.
Kiedy pracował, podchodziłam
cichutko do niego, całowałam w kark, do ucha szeptałam, że kocham i uciekałam.
Potrafiliśmy godzinami rozmawiać o sztuce, polityce, człowieczeństwie i bycie,
oraz snuć plany na przyszłość - zupełnie jakbyśmy byli parą dwudziestolatków
zakochanych w życiu. Grzegorz pomimo swych pięćdziesięciu kilku lat
emanował młodzieńczym wigorem i optymizmem, a to - obok jego
inteligencji i doświadczenia - odpowiadało mi bardzo, imponowało i dawało
poczucie bezpieczeństwa. Bywało, że kłóciliśmy się, ale żadna z tych kłótni nie
pozostawiała najmniejszej rysy na naszym jakże cudownym związku. Byliśmy jak
jedna dusza zamieszkująca dwa rożne ciała. Nigdy nie sądziłam, że cokolwiek
może to zmienić. Śniłam swój sen.
***
- Zostaw mnie! - warknął na
mnie kiedy starałam się go pocałować. Otworzył kolejne piwo i
jednym haustem wypił połowę.
- Grzegorz, o co chodzi? Coś
się stało? - zapytałam cicho.
- Nic się nie stało. Ty po
prostu znowu chcesz się pieprzyć. Nic, tylko to cholerne rżnięcie ci w głowie!
- Wrzasnął, a mi łzy napłynęły do oczu.
- Nie rozumiem cię -
wyszeptałam łamiącym się głosem - chciałam tylko cię pocałować - podeszłam do
niego, a on pchnął mnie na ścianę. Nie wiem co zobaczyłam w jego oczach, wiem
iż nie chciałam mieć z tym do czynienia. Nie
oglądając się za siebie wybiegłam z domu.
Nie wiem jak długo snułam
się w strugach deszczu. W deszczu nie widać łez - pomyślałam, a moje serce
rozpadało się w drobne kawałki. Nie potrafiłam zrozumieć co się właśnie
wydarzyło, ani dlaczego. Przemaszerowałam długie kilometry próbując odnaleźć
źródło problemu, ale jedyne co na tym marszu zyskałam to zmęczenie i
przemoczone ubranie. Postanowiłam więc wrócić do domu. Grzegorz już spał, a od
niego unosiła się woń piwa. W kuchni stało pięć pustych puszek po mocnym
Okocimiu. Każdego wieczora wywalam kolejne puste puszki, czasem pięć, czasem
cztery i butelkę po winie. Zdałam sobie sprawę, że sama bardzo chętnie
pomagam opróżniać te butelki. Dzieje się coś niedobrego, coś co
wymyka mi się spod kontroli. Położyłam się na kanapie i zapadłam w
niespokojny sen.
Wstałam cała obolała, ale
najbardziej bolała mnie dusza. Grzegorz pracował już przy komputerze popijając
kawę. Weszłam do kuchni aby nalać sobie kubek gorącego, aromatycznego napoju i
trzymając go w rękach, zupełnie jak tarczę, stanęłam w progu gabinetu.
- Grzesiek, o co chodzi? -
zapytałam - I nie mów, że o nic, bo coś się dzieje złego.
- Irka, daj mi pracować -
odparł, a w jego głosie nie było już wściekłości tylko smutek. - Nic
się nie dzieje, zwyczajnie nie mam głowy do tych idiotyzmów - dodał.
- Wiesz jak mnie
zranić - pomyślałam, a na głos powiedziałam: - Masz rację, to wszystko to
bezsensowna zabawa starzejącego się dziada z młodą dupą. Szkoda, bo
ja naprawdę wierzyłam, że mnie kochasz.
Odwróciłam się na pięcie,
otwarłam drzwi do szafy i zaczęłam wyszarpywać zeń walizkę.
- Co ty, kurwa, robisz?! -
wysyczał.
- A na co ci to wygląda? -
odparłam ze spokojem, o który nigdy bym siebie nie podejrzewała - Wyprowadzam
się. Nie chcę marnować resztek twojego cennego życia na idiotyzmy, ani mojego
na układ z kimś, kto mnie nie kocha.
- Zostań - wyszeptał -
kocham cię, tylko muszę się skupić na czymś innym. Pomóż mi, nie utrudniaj -
głos mu się załamał, a w oczach zaiskrzyły łzy - bez ciebie wszystko straci
sens...
- Grzegorz, ja się ciebie
wczoraj przestraszyłam. Nie chce tak żyć. Pijesz, krzyczysz na mnie, stajesz
się agresywny, a ja tego nie chcę. Mamy problem.
- Ja nie mam problemu.
Wszystko jest pod kontrolą. Proszę, daj mi czas.
Dałam. Kolejny rok upłynął
nam na chłodnych acz całkiem poprawnych stosunkach. Już
nie krzyczeliśmy na siebie, nie kłóciliśmy się, ale też nie było
pomiędzy nami żadnej pasji. Znajomi mieli nas za szczęśliwą parę. Tak udawać,
jak dwoje niedoszłych aktorów, nie potrafi nikt.
***
- Nie mam już siły,
odchodzę - powiedziałam Grzegorzowi, a serce ścisnęła mi wielka, niewidzialna
łapa. Nie wiem, czy był to uścisk strachu, czy żalu za utraconym czasem.
- Daj spokój mała, to kiedyś
minie, zobaczysz.- Odparł takim tonem, jakby nie zrobiło to na nim
większego wrażenia, choć gdzieś tam w kąciku oka zaczaił się strach.
- Słyszałam to już tyle
razy... Nigdy nie minie. Wypaliło się.
- Znowu chodzi ci o seks?
- Grzesiek, nie bądź idiotą.
My już nie tylko ze sobą nie sypiamy, ale też nie rozmawiamy. Przecież nie masz
nawet bladego pojęcia jak mijają moje dni, nie wiesz co czytam, dokąd
chodzę, z kim się spotykam. Zupełnie cię nie obchodzę. Jedyne, co cię
interesuje, to twoje wspomnienia. Świetnie, żyj sobie nimi, ja tak nie umiem.
- Irka, wiesz, że jest
ciężko. Muszę dużo pracować i nie mam na nic innego siły. Po nocach nie śpię,
bo zjadają mnie kłopoty, przed którymi chcę cię ustrzec. Wiesz że
pokochałem cię od pierwszej chwili. Nie niszcz tego i daj nam szansę. A może
masz kogoś?
- Nie mam, ty cholerny,
stary ośle!
Zadzwonił telefon i przerwał
nam rozmowę. Pierwszą od bardzo dawna, i w dodatku taką, która nie dotyczyła
listy zakupów ani tego, do którego pubu pójdziemy.
***
- Wyjeżdżam na rok, dostałam
stypendium w Paryżu - zakomunikowałam zdziwionemu Grzegorzowi - Coś taki
zaskoczony? Chyba nie sądziłeś, że całymi dniami siedzę przed
telewizorem i zastanawiam się co by tu przekąsić. Ciężko pracowałam, a teraz
mam szansę na coś niezwykłego, na dalszy rozwój! - triumfowałam, a Grzegorz
smutniał z minuty na minutę coraz bardziej, choć starał się zachować ten
ironiczny uśmieszek na twarzy, ale oczy go zdradziły - jak zawsze.
- Ale wrócisz? -
niepewnie zapytał.
- Tego naprawdę chcesz?
- Tak - odparł - Myślę, że
nam obojgu ten wyjazd dobrze zrobi -dodał po chwili - ale pamiętaj, że będę tu
czekał na ciebie.
-To kiedy wyjeżdżasz? -
zapytał zupełnie beznamiętnie, tak jakbym szła na zakupy.
- W grudniu.- Odpowiedziałam
i pomyślałam, że nigdy go nie zrozumiem.
Następne dwa miesiące
upłynęły mi pod znakiem radosnego przygotowywania się do przygody
życia. Nie martwiło mnie nic, nie przejmowałam się Grzegorzem, każdego dnia
podekscytowana wyrywałam kolejną kartkę z kalendarza.Nie wiedziałam, co przyniesie
mi ta wyprawa, wierzyłam tylko, że wszystko zmieni się na lepsze.
***
- Do widzenia Grześku! -
Krzyknęłam na pożegnanie i pełna nadziei powędrowałam przed siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz