Z
lotniska odebrał mnie nasz wspólny przyjaciel - Grzegorza i mój - chwycił mnie
w ramiona i zakręcił młynka.
-
Irka, wyglądasz oszałamiająco! - zawołał - Grzesiek będzie musiał mieć się na
baczności, bo mu ktoś gotów wykraść ten klejnot.
-
Stary wariat jesteś i żarty sobie ze mnie robisz - rzuciłam, ale muszę
przyznać, że mile połaskotał mą kobiecą próżność tym wyznaniem.
W
domu czekał na mnie bukiet przepięknych róż, kosz z olejkami aromatycznymi,
butelka wina i list:
Irko!
Tak bardzo się
cieszę, że już jesteś! Nie mogłem się doczekać Twojego powrotu, niestety świat
czasem nie sprzyja młodym kochankom.
W łazience czekają
na Ciebie świece, weź aromatyczną kąpiel, napij się wina i zrelaksuj.
Będę o 21:00 i
zrewanżuję się.
Kocham Cię!
Grzegorz
Nie
wiedzieć czemu, ale nie zdziwiłam się bardzo. Pomyślałam tylko, że są na
świecie ludzie, którzy nigdy się nie zmieniają.
***
Tak
jak przypuszczaliśmy, rozłąka bardzo dobrze nam zrobiła. Podczas moich wojaży
straciłam dwadzieścia kilo, przestałam się garbić, moja skóra odzyskała blask,
a ja pewność siebie. Kolejne miesiące upływały nam na zerkaniu sobie w oczy i
wzdychaniu. Nużyło mnie to jednak. To nie w Grzegorza oczy chciałam spoglądać,
nie jego usta czuć na moich, nie z nim sypiać i nie jego trzymać za rękę na
spacerach.
Przez
cztery miesiące patrzyłam na niego z ogromną sympatią i szacunkiem, ale bez
miłości, na którą niewątpliwie zasługiwał. Aż przy niedzielnym obiedzie,
pomiędzy drugim daniem i deserem, zakomunikowałam, że odchodzę.
Myślę
iż Grzegorz od dawna był na to przygotowany, łudził się tylko, że moment ten
nie nadejdzie i że pomimo wszystko zdecyduję się być z nim, bo przecież nie
było aż tak źle... Nie odpowiedział jednak nic. Popatrzył na mnie i dokończył
obiad.
-
Jutro rano mnie już tu nie będzie. Spakuję się szybko i zniknę.
-
Nie! - powiedział chłodnym, lecz spokojnym głosem - Zostaniesz tutaj tak długo,
jak długo będziesz potrzebowała. Naprawdę cię kocham i nie pozwolę abyś
błąkała się po jakichś znajomych zupełnie bez sensu i celu. To twój
dom i opuścisz go, kiedy będziesz miała dokąd iść.
Byłam
mu niezmiernie wdzięczna za te słowa. Dał mi czas na znalezienie pracy i
mieszkania. Pokazał, że jednak byłam dla niego kimś specjalnym.
***
W
Polsce nie chciałam zostać, zbyt wiele reminiscencji wiązało mnie z tym krajem.
Zbyt wiele złych wspomnień. Postanowiłam więc wrócić do Anglii. Nie tylko
dlatego, że Michael tam był, ale dlatego, że dobrze mi się tam żyło. Tym razem
wybrałam jednak zupełnie inne hrabstwo. Nie przypominało ono w niczym
urokliwego Essex z jego przyjaznymi ludźmi. Było zimne, wielokulturowe, a
jednak szare i nieprzyjazne, no i na domiar złego ciągle padał deszcz. Nie
przeszkadzało mi to tak bardzo, bo wiedziałam, że to tylko kolejny przystanek w
mojej wędrówce.
Po
przyjeździe poinformowałam o tym Michaela, sama nie wiem dlaczego - może
uważałam, że powinien o tym wiedzieć, może dlatego, iż chciałam go jeszcze
spotkać... Tymczasem prowadziliśmy rozmowy telefoniczne. W trakcie którejś z
nich zapytał:
-
Dlaczego wtedy wyjechałaś?
-
Naprawdę się nie domyślasz? - zagadnęłam - Przez ciebie. Musiałam.
-
Nie rozumiem dlaczego musiałaś - dopytywał.
-
Bo umierałam bez ciebie. Rozumiesz to? Ja się w tobie śmiertelnie zakochałam i
musiałam uciec od tej miłości, żeby przez nią nie umrzeć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz